Slider

17.12.2010

Kosztowna ochrona konsumenta żywności „pro-zdrowotnej”?

Coraz częściej na sklepowych półkach znaleźć można produkty spożywcze, które – jak głoszą ich etykiety czy spoty reklamowe – mają pozytywny wpływ na zdrowie konsumenta. Nic dziwnego. Związek produktu ze zdrowiem to silne narzędzie marketingowe biorąc pod uwagę, że konsumenci bardzo dużą wagę przywiązują do zdrowego odżywania. Coraz częściej słychać jednak także przypadki kwestionowania wiarygodności produktów „pro-zdrowotnych”. Głośno zwłaszcza o przypadkach zza oceanu. Niedawno amerykańska Federalna Komisja Handlu zakwestionowała reklamę soku z granatu firmy POM, który rzekomo zapobiega rakowi piersi i prostaty, chroni przed chorobami serca, Alzhaimerem a nawet leczy problemy z erekcją. Komisja zgłosiła także zastrzeżenia pod adresem produktów Danone: jogurtu Activia, który był reklamowany jako wspomagający regularne funkcjonowanie przewodu pokarmowego oraz napoju DanActive reklamowanego jako podnoszący odporność organizmu. Komisja uznała, że w obu przypadkach firmy te nie wykazały dostatecznych dowodów naukowych na rzeczywiste działanie deklarowanych właściwości ich produktów. Producent soku podjął walkę o swoje racje, natomiast Danone zdecydował się na wypłatę 21 mln dolarów, by – jak donoszą media – uniknąć procesu sądowego. Nie jest to zresztą pierwszy tego rodzaju kazus. W podobnej sprawie Danone wypłacił już wcześniej 35 mln dolarów na fundusz odszkodowawczy dla klientów.

Te i inne podobne sprawy, o których głośno w Ameryce, rodzą uzasadnione pytanie czy także europejscy konsumenci są w wystarczający sposób chronieni. Jakie są regulacje w tym zakresie w Unii Europejskiej?

Regulacje są całkiem młode i w pewnym zakresie wciąż jeszcze w fazie tworzenia. Dopiero od 2007r. obowiązuje Rozporządzenie 1924/2006 dotyczące oświadczeń zdrowotnych i żywieniowych, które ma w założeniu gwarantować odpowiednią ochronę konsumenta i zapobiegać nieuczciwym praktykom rynkowym. Także europejski system wymaga, by oświadczenia zdrowotne, a więc wszelkie informacje w formie napisu, komunikatu, symbolu czy grafiki, sugerujące że istnieje zależność między produktem żywnościowym lub jego składnikiem a zdrowiem, były poparte ogólnie zaakceptowanymi danymi naukowymi. Dane te są weryfikowane przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Same dowody naukowe nie są jednak wystarczające. Rozporządzenie wprowadziło bowiem ogólną zasadę, zgodnie z którą – mówiąc w dużym uproszczeniu – dozwolone jest stosowanie jedynie tych oświadczeń, które – po uprzedniej ocenie EFSA – zostały zatwierdzone przez Komisję Europejską i włączone do Wspólnotowego wykazu dopuszczalnych oświadczeń[1]. Manewr producentów jest więc mocno ograniczony, co poczytywane jest niekiedy nawet jako ograniczanie wolności słowa. Do lamusa odejść muszą spontaniczne kampanie reklamowe w stylu pamiętnego w Polsce hasła „jem margarynę- mam serce jak dzwon”.

Wydaje się zatem, że także europejscy konsumenci mogą spać spokojnie. Gorzej ewentualnie ze snem producentów. Świadczą o tym chociażby kłopoty Danone, które nie kończą się na amerykańskim rynku, ale pojawiają się także w Europie. Najpierw w 2009 r. włoski Urząd Gwarancji Konkurencji i Rynku nałożył na firmę sankcje w wysokości 300.000 euro za niezgodną z prawem reklamę produktów Danacol i Pro-Activ. Nie chodziło jednak o to, że produkty nie wykazywały przypisywanych im właściwości (walki z cholesterolem), ale z uwagi na fakt, że reklama nie dawała konsumentom wszystkich informacji pozwalających im dokonać świadomego wyboru. Potem, w lutym br. EFSA  zgłosiła zastrzeżenia co do oświadczeń zdrowotnych produktów Danone przeznaczonych dla dzieci. Tym razem zakwestionowana została wiarygodność naukowa deklarowanych właściwości (wpływ na system odpornościowy). Podobne zastrzeżenia wyraziła także brytyjska Agencja ds. Standardów Reklamy, która uznała, że dowody przedstawione przez firmę na poparcie tezy o pozytywnym wpływie produktu na naturalną odporność organizmu dzieci w wieku szkolnym przed infekcjami, są niewystarczające i w konsekwencji, że reklama wprowadzała konsumentów w błąd. W końcu także, w kwietniu br. firma wycofała z procedury oceny EFSA swoje zgłoszenie dotyczące oświadczeń zdrowotnych dobrze znanych także w Polsce produktów Actimel i Activia. Motywowała to brakiem jasności co do zasad tworzenia Wspólnotowego wykazu oświadczeń zdrowotnych. Nic dziwnego, skoro sama EFSA podnosi, że tworzenie tego wykazu jest nowym doświadczeniem, którego wciąż jeszcze uczą się zarówno pracujący w niej naukowcy, jaki producenci, państwa członkowskie i Komisja. Przedstawiciele Danone pytają jednak – i zapewne podpisaliby się pod tym także inni producenci – czy to europejskie learning experience nie jest przypadkiem zbyt kosztowne?


[1] Wykaz ten – pomimo, że miał być ukończony do 31.01.2010 r. wciąż jeszcze jest w fazie tworzenia. Jak dotąd EFSA nie zakończyła jeszcze procesu opiniowania wszystkich zgłoszonych i przyjętych do oceny oświadczeń (wpłynęło ich 44 tys., ale do oceny dopuszczono tylko nieco ponad 4600). Do tej pory EFSA zaopiniowała ich 1745. Pozostałe mają zostać zaopiniowane do czerwca 2011r.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: