Agnieszka Szymecka-Wesołowska

dr nauk prawnych

Food law to moja praca i pasja. Na co dzień pomagam producentom, przetwórcom i dystrybutorom żywności odnaleźć się w otoczeniu regulacyjnym rynku spożywczego. A wszystko to, by żywność na naszych stołach była zdrowa, dobrej jakości i służyła konsumentom.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Banki żywności o marnowaniu żywności

Agnieszka Szymecka-Wesołowska15 października 2021Komentarze (0)

Temat marnowania żywności jest obecnie szeroko dyskutowany. Nieraz pisałam na blogu o prawnych aspektach tego zagadnienia.

Dziś  proponuję spojrzenie na to, jak od strony praktycznej wygląda proces przeciwdziałania marnowaniu żywności w Polsce. Poniżej moja rozmowa z Panią Beatą Ciepłą, Prezeską Zarządu Federacji Polskich Banków Żywności.

Rozmawiamy o tym:

  • kto najwięcej marnuje,
  • jak funkcjonuje ustawa o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności,
  • jakie trudności powstają na etapie odbioru żywności z sieci handlowych,
  • jak wyglądają kampanie edukacyjne,
  • czy redystrybucja żywności po upływie daty to dobry pomysł oraz
  • czy konsumenci radzą sobie z czytaniem okresów przydatności na etykietach.

Zapraszam 😊

***

[Agnieszka] Pani Prezes, pierwsze pytanie – czy w Polsce marnuje się dużo żywności?

[Beata Ciepła] Niestety my Polacy należymy do czołówki europejskiej, jeśli chodzi o kwestie marnowania żywności. Przez długie lata opieraliśmy się na badaniach Eurostatu, które plasowały nas bodajże na 5 miejscu w Unii Europejskiej.

Natomiast w ubiegłym roku po raz pierwszy w Polsce przeprowadzone zostały w ramach projektu badawczego PROM badania w tym zakresie. One troszkę poprawiły nam może samopoczucie, bo te liczby są odrobinę niższe niż wskazywane przez Eurostat (wcześniej było to 9 mln ton, teraz jest niespełna 5 mln), no ale oczywiście są to wciąż ogromne ilości.

[Agnieszka] A na jakim etapie łańcucha dostaw marnujemy najwięcej i jak w Pani ocenie można z tym skutecznie walczyć?

[B.C.] Kto marnuje? Dlaczego marnujemy? To są odwieczne pytania, nad którymi chyba my wszyscy, a w szczególności my w bankach żywności, zastanawiamy się od dawna, bo staramy się temu przeciwdziałać.

Niestety marnujemy wszyscy, choć czasami opinia społeczna ma inny punkt widzenia – wydaje nam się, że najwięcej marnujemy w sklepach czy restauracjach, tymczasem prawda jest taka, że za 60% zmarnowanej w Polsce żywności odpowiadamy my konsumenci.

Systemowo – przynajmniej nam – trudno temu przeciwdziałać, bo my jako banki żywności raczej takiej krótkoterminowej żywności od osób indywidualnych nie odbieramy. Natomiast to co na pewno trzeba robić, to nieustannie mówić o tym, uwrażliwiać, wskazywać dobre pomysły, przykłady i pokazywać, jak można tego uniknąć.

Kolejna duża grupa, gdzie żywności marnuje się dużo, to producenci i przetwórcy żywności. Tu dane wskazują że ok. 30% żywności niestety właśnie pochodzi z tego źródła. To również dla nas banków była kwestia naturalna. I pierwszymi partnerami, z którymi banki żywności nawiązywały współpracę w kwestii zagospodarowywania nadwyżek żywności krótkoterminowej byli właśnie producenci – producenci żywności.

[Agnieszka] A to bardzo ciekawe, bo zgodnie z ustawą z 2019 r. o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, głównym „kontrahentem” organizacji charytatywnych, w tym banków żywności jest dystrybucja, a nie producenci.

[B.C.] Dokładnie tak. I przechodząc płynnie do tej kolejnej grupy i miejsca, gdzie żywności marnuje się dużo – to według badań ok. 7 % żywności w Polsce marnuje się właśnie na etapie handlu, czyli przez sklepy, sieci handlowe, hurtownie.

Ustawa faktycznie póki co objęła tylko i wyłącznie te grupy tych przedstawicieli łańcucha żywnościowego (choć są inni, którzy marnują więcej), ale na pewno warto pamiętać, że to właśnie sklepy i sieci handlowe są też miejscem opiniotwórczym i wpływają na nasze zachowania konsumenckie.

Tak więc fakt, że rozpoczęliśmy od tej grupy ma też wiele plusów.

[Agnieszka] A jak tak z szerszej perspektywy ocenia Pani ustawę? Co jest mniej korzystne a co bardziej? Co wymagałoby jeszcze poprawy?

[B.C.] Gdyby zrobić takie podsumowanie z punktu widzenia banków żywności, to niewątpliwie ustawa ukształtowała naszą działalność. W pierwszych latach naszego działania naszym największym dostawcą i darczyńcą byli producenci żywności. Od kilku lat natomiast, a w szczególności od momentu przygotowań i wejścia w życie ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, na pozycję pierwszą wysunęły się właśnie sieci handlowe.

Aby pokazać skalę działania mogę powiedzieć, że w ubiegłym roku (2020 r.) banki żywności współpracowały z ponad 2 tys. sklepów w Polsce, gdzie regularnie odbieraliśmy żywność krótkoterminową i udało nam się w ten sposób uratować przed zmarnowaniem 14 tys. ton żywności.

To – w porównaniu do okresu sprzed 3 lat – jest 2,5 razy więcej niż to było przed ustawą, w początkowej fazie. Jest to dowód że ustawa jest skuteczna, bo rzeczywiście zmobilizowała nowych partnerów do tego, aby współpracować z nami, aby to przekazywanie żywności rozpocząć.

Można oczywiście dyskutować o narzędziach i sposobach przeciwdziałania marnowaniu. Rozmawiając z kolegami z innych krajów często toczymy dyskusję czy bardziej skuteczny jest „kij” czy „marchewka”. Nasza ustawa jest bardziej „kijem” niż „marchewką”; mówi o obowiązku i ewentualnych karach za brak takiej współpracy a na pewno jakieś ulgi i korzyści dla przedsiębiorców, które przynosiłaby współpraca z organizacjami, byłyby mile widziane.

Natomiast myślę też, że wszyscy już się do niej przyzwyczaili i dystrybutorzy żywności wiedzą, że ustawa jest, że muszą ją stosować (przynajmniej w większości) i tak się dzieje. I mam nadzieję, że współpraca z nami pokazuje też tym podmiotom dobre strony. Bo wielokrotnie słyszeliśmy od kierowników i pracowników sklepów, że serce ich boli, kiedy muszą wyrzucać dobrą żywność, ze względu na procedury HACCP, na krótkie terminy przydatności, itd.

I w tym momencie wspólnie robimy coś dobrego – produkt przeznaczony do spożycia rzeczywiście zostaje wykorzystany zgodnie z celem. Ta żywność przeznaczona jest na rzecz osób potrzebujących, którzy znaleźli się gdzieś na zakrętach swojego życia i których na takie prawidłowe odżywianie i na zakup żywności po prostu nie stać. Mam nadzieję, że to też jest element motywujący dla darczyńców i dla sklepów.

[Agnieszka] Tak, to na pewno. A proszę powiedzieć tak z punktu widzenia praktyki współpracy ze sklepami wielkopowierzchniowymi, z punktu widzenia samej procedury odbioru żywności – czy są jakieś rzeczy, nad którymi warto by było popracować?

[B.C] Oczywiście zawsze może być lepiej i każdy proces powinien być ewaluowany i udoskonalany. W obecnej ustawie na pewno jest trochę rzeczy do doprecyzowania czy udoskonalenia, jeśli chodzi o obowiązki wykonawcze. Natomiast jeśli chodzi o samą praktykę współpracy, to wskazałabym tutaj przede wszystkim na dwie kwestie.

Po pierwsze terminowość i przygotowywanie przekazywanej żywności na czas.  Zdarza się, że jedziemy po odbiór a na miejscu w sklepie okazuje się, że nie ma nic do odebrania; sprzedawca zapomniał zadzwonić czy nie zdążył przygotować towaru.

Oczywiście mamy świadomość jako organizacje pozarządowe odbierające tę żywność (zarówno banki żywności, jak i nasze organizacje partnerskie w terenie), że pracownicy sklepów mają bardzo dużo obowiązków, że właściwe przygotowanie żywności do odbioru dla nas to jest trochę więcej pracy niż wrzucanie jej do kompaktora i utylizacja.

Więc bierzemy pod uwagę ten nadmiar obowiązków czy niedobory kadrowe (szczególnie teraz w czasie pandemii), ale zależy nam, żeby takie przypadki ograniczać do minimum. Również z naszej strony staramy się, żeby nasza gotowość do odbioru i umówione terminy były w 100% realizowane, żeby zawsze ktoś po odbiór przyjeżdżał, żeby był zachowany ciąg chłodniczy i podstawiony odpowiedni samochód chłodnia bądź termoboksy do transportu małych ilości żywności.

Po drugie, zmorą nas wszystkich jest biurokracja. To jest realny problem, nad którym pracujemy. Teraz przy tej dużej liczbie partnerów i regularnych odbiorach (mamy np. sklepy, z których odbieramy żywność 6 dni w tygodniu) każdego dnia otrzymujemy kilka kartek papieru, które potwierdzają ilości, asortyment, wartość przekazanej żywności.

Więc przygotowanie tej dokumentacji przez sklep (co jest często robione dużo bardziej skrupulatnie niż wymaga tego ustawa, a to ze względu na różne kontrole skarbowe, finansowe), a następnie jej przetworzenie przez banki żywności, czyli przyjęcie, wydanie magazynowe, przekazanie do innej organizacji, to już są nie segregatory, ale wielkie pudła archiwizacyjne dokumentów, które musimy na bieżąco sporządzać.

Warto podkreślić, że niektóre sieci handlowe są otwarte na proces upraszczania tej dokumentacji, czyli przygotowania elektronicznych dokumentów przekazania żywności w ramach systemu teleinformatycznego, co ułatwia pracę i sklepom i nam. Zaciągamy te dane bezpośrednio do systemu i to zmniejsza czasochłonność.

Wciąż jeszcze jednak nie znaleźliśmy sposobu, jak móc funkcjonować wyłącznie w wersji elektronicznej. Prowadziliśmy testy z jedną z sieci handlowych, ale taki elektroniczny obieg dokumentów wymaga tabletów, podpisów składanych na ekranach tabletów, itd. – to jest długi, żmudny i kosztowny proces.

Ale jest to rzecz, która wszystkim nam leży na sercu, wiemy, że naszym obowiązkiem jest właściwe dokumentowanie i sprawozdawanie się z prowadzonej działalności, natomiast ogrom dokumentacji papierowej to rzeczywiście dość duży problem dla nas wszystkich.

Warto też zwrócić uwagę na aspekt przekazywanego nam przez sklepy asortymentu. Jest on bardzo rożny i zależy od koncepcji funkcjonowania w sieciach handlowych – część z nich wdraża własne systemy przecen czy specjalnych półek z produktami krótkoterminowymi po obniżonych cenach promocyjnych.

Jest to oczywiście również w duchu przeciwdziałania marnowaniu żywności i jest zgodne z celem istnienia przedsiębiorców, bo wiadomo że ich zadanie numer jeden to sprzedać zakupione czy wytworzone produkty.

Ale tego typu działania naszych partnerów powodują, że z niektórych sieci praktycznie nie otrzymujemy pakowanych produktów typu nabiał, wędliny czy dania gotowe, bo one sprzedawane są do ostatniej chwili, tj. do czasu który wskazany jest na etykietach.

Otrzymujemy więc wtedy na przykład tylko owoce, warzywa czy pieczywo, co z kolei nie jest korzystne z punktu widzenia naszych odbiorców, beneficjentów banków, którzy woleliby mieć pełniejszy asortyment pozwalający im na przygotowywanie posiłków, czy przekazanie paczki osobie potrzebującej z bardziej urozmaiconą zawartością.

Ale oczywiście szanujemy, rozumiemy to i również jesteśmy otwarci na współpracę ze sklepami, które ograniczają ten asortyment w zależności od swoich działań i polityki promocji, wyprzedaży i przecen.

[Agnieszka] No właśnie. Chciałabym żebyśmy chwilkę zatrzymały się na aspekcie okresów przydatności podawanych przez producentów na opakowaniach produktów. Niedawno weszło w życie nowe rozporządzenie unijne, które zezwala na redystrybucję żywności na cele charytatywne właśnie po upływie daty minimalnej trwałości.

Jest to trochę w kontrze z naszą polską ustawą o bezpieczeństwie żywności i żywienia, która zabrania wprowadzania do obrotu produktów zarówno po upływie terminu przydatności do spożycia jak i po upływie daty minimalnej trwałości. Jak Pani ocenia tę nową możliwość przekazywania żywności po upływie daty minimalnej trwałości, którą przynosi regulacja unijna?

[B.C] Tak, rzeczywiście polskie prawo zrównuje te obie daty i w zasadzie my jako banki żywności funkcjonujemy właśnie w ten sposób, że data bez względu na to jak ona jest opisana, jest końcową datą dystrybucji.

W wielu krajach i wielu bankach żywności w Europie czy na świecie już tak nie jest i tam rzeczywiście data minimalnej trwałości jest jakby z automatu wydłużana. Są przygotowywane takie instrukcje, które określają wydłużanie okresu możliwego spożycia i redystrybucji w zależności od asortymentu, od miesiąca nawet do roku.

Zresztą każdemu z nas w naszych kuchniach zdarza się znaleźć makaron czy ryż, któremu data minimalnej trwałości już upłynęła, ale właśnie literalnie nawet patrząc na nazewnictwo „najlepiej spożyć przed” to nie oznacza to, że jest to zakaz, że nie możemy spożyć po jej upływie.

[Agnieszka] Tak, tylko problem w tym, że konsumenci niestety nie do końca mają taką świadomość, co wynika też z wielu badań.

Właśnie a propos tego Komisja Europejska zaczęła pracować nad zmianą obecnych regulacji w tym zakresie i przewidywane są takie trzy scenariusze:

    1. rozszerzenie katalogu produktów, które są zwolnione z obowiązku podawania daty minimalnej trwałości;
    2. w drugim scenariuszu rozważa się w ogóle rezygnację z daty minimalnej trwałości, czyli tylko produkty nietrwałe mikrobiologicznie miałyby zawierać okres przydatności do spożycia w oznakowaniu;
    3. no i trzeci scenariusz, który wydaje mi się być chyba najbardziej prawdopodobny, to jest zastosowanie nowego sposobu znakowania i rozróżniania na etykiecie daty minimalnej trwałości od terminu przydatności do spożycia, na zasadzie przykładowo: data minimalnej trwałości na zielono, a termin przydatności na czerwono, żeby bardziej wzbudzał uwagę i ostrożność konsumenta.

Który z tych scenariuszy w Pani ocenie byłby najbardziej optymalny?

[B.C] Kolor bardzo mi się podoba. Też tak skojarzyło mi się teraz, że w ubiegłym roku, w momencie wejścia w życie ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, która wymaga prowadzenia kampanii edukacyjnych przez sieci handlowe we współpracy z organizacjami, rzeczywiście było kilka sieci handlowych, które oparły swoją komunikację o terminy ważności artykułów spożywczych.

Natomiast myślę, że zupełny brak terminów przydatności na produktach to nie byłby chyba idealny pomysł, chyba że ewentualnie wpisywane byłyby daty pakowania czy wyprodukowania, żeby konsument przynajmniej wiedział jak długo ma na przykład kawę w swojej szafce.

[Agnieszka] Czyli troszkę tak na wzór znakowania kosmetyków, gdzie mamy wskazany okres trwałości produktów po otwarciu opakowania i to faktycznie mogłoby być jakieś rozwiązanie.

[B.C.] Może…może tak, jest to jakaś ścieżka. Ale kluczem do sukcesu jest budowanie świadomości nas wszystkich.

I tu tylko jako anegdotę powiem, że ostatnio w ramach programu pomocy żywnościowej dofinansowanego przez Unię Europejską – Programu Operacyjnego Pomoc Żywnościowa – mieliśmy artykuły spożywcze długoterminowe, które były produkowane na cele tegoż programu. I tam jednym z produktów jest cukier, który nie jest znakowany datą ważności, natomiast jest na nim zawarta data pakowania.

I spotykaliśmy się z sygnałami, z telefonami ze skargami od odbiorców programu, że dostali przeterminowany cukier… No bo spojrzeli na datę i od razu światełko się zapaliło, że produkt jest przeterminowany. Nie doczytali jednak, że chodziło o datę produkcji lub pakowania.

[Agnieszka] Tak i to potwierdza też jednocześnie, że konsumenci odruchowo interpretują zamieszczoną na opakowaniu datę jako datę maksymalną, niezależnie od tego, jaki opis jej towarzyszy, tj. czy jest to „najlepiej spożyć przed…” czy „należy spożyć do…” czy „data produkcji”, którą często producenci zamieszczają na zasadzie dobrowolności.

[B.C] Tak i wracając jeszcze do pytania o nową regulację unijną, to wiadomo, że naszym celem jest zmniejszać skalę marnotrawstwa, więc chcielibyśmy móc zagospodarowywać także produkty po upływie daty minimalnej trwałości.

Natomiast wydaje mi się, że jeszcze jest za wcześnie na takie pospolite ruszenie i redystrybucję takiej żywności przez organizacje pomocowe. Dlaczego? Dlatego że, biorąc pod uwagę że – tak jak mówiłyśmy wcześniej – ponad połowa konsumentów nie rozróżnia tych terminów i dat, osoby odbierające od nas żywność i korzystające z pomocy mogłyby poczuć się gorzej traktowane. Mogłyby odnieść wrażenie, że są im przekazywane produkty niepełnowartościowe czy wręcz niebezpieczne.

Więc to co jest niezbędne na już i na teraz, to właśnie praca nad naszą świadomością i wiedzą w tym zakresie. I wskazana by tu była taka ogólnopolska kampania otwarta dla wszystkich, dla szerokiego społeczeństwa, która by nam mówiła i przypominała, że makaron czy ryż, który nie niesie zagrożenia i który ma tę datę minimalnej trwałości, czyli opis „najlepiej spożyć przed” może być wykorzystany także po tej dacie. Powinna to być szersza inicjatywa, niż jest to teraz promowane przez banki żywności czy inne organizacje i przez sieci handlowe.

Natomiast takie uwolnienie całkowite w tym momencie żywności po upływie daty minimalnej trwałości do dystrybucji do osób indywidualnych i rodzin budzi nasz niepokój i obawę o to, że to zostanie źle odczytane i źle zrozumiane.

I w pierwszej fazie na pewno byśmy się ograniczali do tego, żeby taka żywność była wykorzystywana raczej w kuchniach, jadłodajniach i takich placówkach, gdzie to jest natychmiast przetwarzane i gdzie łatwiej byłoby nam wyjaśnić i przekonać do tego mniejszą liczbę osób.

[Agnieszka] Rozumiem. Ten aspekt etyczny jest faktycznie bardzo istotny. To zapytam jeszcze o obecne kampanie edukacyjne. Jak ocenia Pani ich przebieg w sklepach wielkopowierzchniowych, które są zobowiązane do ich prowadzenia na podstawie ustawy?

[B.C] Tu chyba zbyt dużo nie mamy do powiedzenia niestety.

Po pierwsze – zeszły rok był pierwszym rokiem stosowania ustawy, było sporo wątpliwości co do interpretacji różnych jej zapisów. Ale trzeba też przyznać, że wszystkie sieci, które z nami podpisały umowy (11 sieci ogólnopolskich), rzeczywiście takie kampanie obowiązkowe przeprowadziły.

Po drugie, był to rok pandemii. To spowodowało, że kreatywność zarówno nasza, jak i sieci handlowych była trochę ograniczona. Z racji właśnie tych obostrzeń pandemicznych tak naprawdę kampanie, które miały miejsce do tej pory w większości ograniczały się tylko do plakatów, ulotek, treści przekazywanych w newsletterach, rozmaitych naklejek czy informacji  wywieszanych przy kasach lub na wózkach sklepowych.

Była to więc raczej tylko taka komunikacja papierowo-słowno-reklamowa. Choć to też na pewno miało swoją wartość, bo jak konsument codziennie idzie do jakiegoś sklepu czy nawet raz w tygodniu gdzieś zauważy wzmiankę o dacie minimalnej trwałości, to wcześniej czy później zauważy taką informację i może wyciągnie dobre wnioski.

Niemniej my docelowo myślimy i zakładam, że to będzie się działo w przyszłości, żeby wspólnie z sieciami organizować jakieś wydarzenia angażujące klientów odwiedzających placówki handlowe, które będą w przyjazny i atrakcyjny sposób przekazywały potrzebne informacje.

[Agnieszka] To na koniec jeszcze chciałam zapytać o ewaluację ustawy. Teraz właśnie jesteśmy w okresie ewaluacji ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Czy możemy się spodziewać jakichś zmian?

[B.C] Sami też jesteśmy ciekawi wrażeń i opinii instytucji, choćby odpowiedzialnych w tym momencie za sprawozdawczość i zbieranie danych zarówno od organizacji pożytku publicznego, które odbierały taką żywność, ale i od sieci handlowych.

W lipcu b.r. Główny Inspektor Ochrony Środowiska przygotował raport „Ocena funkcjonowania ustawy z dnia 19 lipca 2019 r. o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności”. Dokument ten zawiera zarówno informacje dotyczące wyników kontroli prowadzonych przez WIOŚ oraz analizę sprawozdawczości, ale również opinie i uwagi do ustawy zgłaszane zarówno przez podmioty kontrolujące, jak i sprzedawców oraz organizacje charytatywne. Dokument ten był dyskutowany na posiedzeniach komisji senackiej i sejmowej. Mamy nadzieję, że prace nad projektem zmian ustawy ruszą wkrótce.

Z naszego punktu widzenia – pomimo, że zabiegaliśmy o tę regulację i przyczyniliśmy się do jej powstania –  samo wejście tej ustawy powodowało u nas duży niepokój. Obawialiśmy się potencjalnej odpowiedzialności, gdybyśmy nie podołali, bo okazałoby się, że partnerów będzie za dużo i nie będziemy w stanie objąć wszystkich współpracą. Jakoś jednak się udało, nie było aż tak wielkiego boomu.

Choć mamy też takie sygnały z banków żywności, które podpisują umowy indywidualne w poszczególnych miastach czy województwach z pojedynczymi sklepami czy lokalnymi sieciami, że spora część tych sklepów, mimo że podpisała umowy, nie przekazała zupełnie nic do banków żywności. Wiem, że teraz są prowadzone kontrole w tych również w tych sklepach, więc pewnie to też będzie weryfikowane.

Co zaś się tyczy samej ustawy, to pewnie czasem dobrze, kiedy regulacja jest krótka, zwięzła i nie zawiera nadmiaru szczegółów. Natomiast w tym przypadku życie pokazało, że brak doprecyzowania wielu elementów jednak stwarza trudności. Weźmy chociażby przykład hurtowi, które nie wiedziały czy są czy nie są objęte ustawą, która w tym zakresie jest niejasna.

Poza tym jeszcze kwestia samej definicji marnowanej żywności, wyliczania zmarnowanej żywności i ewentualnych opłat, kwestia sprawozdawczości, też te formularzy i druków sprawozdawczych. Pojawiły się one 2 tygodnie przed terminem, kiedy my już musieliśmy te sprawozdania robić. Wprawdzie były one proste, więc nie było kłopotu z ich przygotowaniem, no ale może też warto nawet pomyśleć w przyszłości, żeby to było dokładniejsze i bardziej sprecyzowane.

To co wydaje mi się niezwykle ważne i co pojawia się też w projektach zmian do tej ustawy, to kwestia nadania priorytetu dla wykorzystania żywności jako żywności, czyli do żywienia człowieka, a nie na inne cele. I osobiście wydaje mi się to niezwykle ważne, żeby to też gdzieś znalazło swoje odzwierciedlenie w ustawie.

Bo skarmianie zwierząt czy biopaliwa, to oczywiście też jest sposób na wykorzystanie odpadów żywnościowych, natomiast żywność, którą jeszcze można wykorzystać do żywienia ludzi, to powinno być priorytetem. To uważam za najważniejsze w całej regulacji.

[Agnieszka]: Serdecznie dziękuję za rozmowę. 

Owady na talerzu coraz bliżej

Agnieszka Szymecka-Wesołowska19 maja 2021Komentarze (0)

Europejski rynek spożywczy otwiera się na insekty coraz większym frontem. W ciągu ostatnich kliku miesięcy na poziomie regulacyjnym zdarzyło się kilka istotnych rzeczy, które niewątpliwie sprawią, że „owady na talerzu” już niebawem staną się naszą codziennością.

Zobaczmy co nowego wydarzyło się w tym temacie od czasu, kiedy pisałam o tym na blogu pod szumnie brzmiącym tytułem: „Mięso przyszłości: insekty, in vitro i GMO”.

Owady jako karma i pasza

Z prawnego punktu widzenia owady są obecnie prawnie dopuszczone do stosowania w żywieniu zwierząt.

W 2017 r. niektóre ich gatunki zyskały status „zwierząt gospodarskich”, które mogą być wykorzystywane jako surowiec do produkcji pasz. Białkiem owadów mogą być skarmiane tylko wybrane gatunki zwierząt hodowlanych (ryby hodowlane, zwierzęta futerkowe a także zwierzęta mięsożerne).

Na podstawie opinii EFSA z dnia 8 października 2015 r. uznano, że tylko niektóre gatunki owadów spełniają warunki bezpieczeństwa i nie niosą ze sobą niepożądanych skutków dla zdrowia roślin, zwierząt ani ludzi.

Mowa tutaj o muchach (mucha czarna Hermetia illucens, mucha domowa Musca domestica), chrząszczach (mącznik młynarek Tenebrio molitor i pleśniakowiec lśniący Alphitobius diaperinus) oraz świerszczach (świerszcz domowy Acheta domesticus, świerszcz bananowy Gryllodes sigillatus i świerszcz kubański Gryllus assimilis).

Warto wspomnieć, że możliwość skarmiania zwierząt przetworzonym białkiem insektów stanowi wyłom od unijnego zakazu stosowania białka zwierzęcego do karmienia zwierząt hodowlanych (tzw. feed ban), wprowadzonego w 2002 r. w celu zwalczania i zapobiegania niektórych zakaźnych gąbczastych encefalopatii – a mówiąc prościej – tzw. „choroby wściekłych krów”.

Dla zainteresowanych – kwestie te reguluje rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 999/2001 z dnia 22 maja 2001 r. ustanawiające zasady dotyczące zapobiegania, kontroli i zwalczania niektórych pasażowalnych gąbczastych encefalopatii.  

Owady jako żywność dla ludzi

Jeśli chodzi zaś o owady jako żywność dla ludzi, to do 1 stycznia 2018 r. ich sytuacja nie była do końca sprecyzowana. Można je było spotkać w restauracjach czy na targach w niektórych krajach UE, ale ich status prawny nie był jasny, a przynajmniej niejednolity na terenie całej Unii. Dlaczego?

Owady na talerzu coraz bliżejDlatego, że nie było jasne, czy owady jako takie podlegały pod regulację novel food a dokładniej, czy wchodziły w zakres rozporządzenia nr 258/97. Dla przypomnienia, zgodnie z tą regulacją wprowadzenie na rynek unijny nowych produktów, tj. tych, które nie były w znacznym stopniu spożywane w Unii Europejskiej przed 15 maja 1997 r. i jednocześnie zaliczających się do określonych kategorii, wymagało wcześniejszego uzyskania zezwolenia Komisji.

Rozporządzenie nr 258/97 wymieniało kilka takich kategorii, wśród których także:

„żywność i składniki żywności składające się z, lub wyekstrahowane z roślin i składniki żywności pochodzące od zwierząt, z wyjątkiem żywności i składników żywności uzyskanych drogą tradycyjnych metod wytwórczo-hodowlanych, o których już wiadomo że są bezpieczne dla zdrowia” (art. 1 ust. 2 lit e).

Na tle tego przepisu pojawiły się rozbieżne interpretacje co do tego, czy całe owady wchodzą w zakres tej kategorii.

Spór ten rozstrzygnął ostatecznie TSUE w wyroku z 1 października 2020 r. (w sprawie C-526-19), w którym jednoznacznie orzekł, że powyższy przepis

należy interpretować w ten sposób, że żywność składająca się z całych zwierząt przeznaczonych do spożycia jako takie, w tym całych owadów, nie wchodzi w zakres stosowania tego rozporządzenia.

Tym samym Trybunał potwierdził, że do tej pory nie było konieczne uzyskanie zezwolenia Komisji (całe owady mogły pojawiać się swobodnie na rynku), przy czym ewentualne zezwolenie mogło być wymagane przez poszczególne państwa członkowskie UE.

A jednak novel food

Sytuację diametralnie zmieniło jednak nowe rozporządzenie regulujące tę materię, tj. rozporządzenie nr 2015/2283, które zaczęło być stosowane od 1 stycznia 2018 r. i które zastąpiło rozporządzenie nr 258/97.

Rozporządzenie to wyraźnie stanowi, że całe owady (podobnie jak i produkty z nich pozyskane) są objęte regulacją novel food. Od tej pory zatem każdy cały owad wprowadzony na rynek (w całości lub w części) z przeznaczeniem do spożycia przez ludzi kwalifikuje się jako novel food a jako taki powinien uzyskać – zgodnie z przewidzianą procedurą – pozytywną opinię naukową EFSA oraz odpowiednie zatwierdzenie Komisji.

Jeden (a w zasadzie jeden i pół) krok na tej drodze został już postawiony.

Po pierwsze, 13 stycznia br. EFSA wydała pozytywną opinię dotyczącą bezpieczeństwa spożycia suszonych larw mącznika młynarka Tenebrio molitor. EFSA uznała, że ich spożycie jest bezpieczne, o ile będą zachowane proponowane we wniosku warunki oraz sugerowana ilość.

Co ważne, jak wynika z opinii, spożywanie larw mącznika może wywoływać uczulenie i reakcje alergiczne, szczególnie u osób z alergią na skorupiaki i roztocza. Alergeny mogą pochodzić także ze spożywanego przez owady pokarmu (np. gluten). Niezbędne będzie więc przekazywanie odpowiednich informacji konsumentom w oznakowaniu.

Kolejny krok miał miejsce 3 maja br., kiedy to Stały Komitet ds. Roślin, Zwierząt, Żywności i Pasz (sekcja Nowej Żywności i Bezpieczeństwa Toksykologicznego), złożony z przedstawicieli wszystkich krajów UE i Komisji Europejskiej, wydał pozytywną opinię na temat projektu aktu prawnego dopuszczającego wprowadzanie na rynek suszonego mącznika żółtego jako novel food. Owad ten miałby zostać dopuszczony do spożycia w całości jako przekąska lub składnik innych produktów spożywczych.

Ostatnim krokiem na ścieżce do celu będzie teraz oficjalna autoryzacja Komisji w formie osobnego rozporządzenia zmieniającego katalog autoryzowanej nowej żywności tj. rozporządzenia nr 2017/2470.

Warto dodać, że obecnie w kolejce czeka kolejnych 11 wniosków dotyczących owadów, które także podlegają ocenie EFSA.

***

Po przeczytaniu: „Owady na talerzu coraz bliżej”, zapraszam również do lektury:

Photo by Harish Shivaraman on Unsplash

 

Bez tłuszczów trans

Agnieszka Szymecka-Wesołowska21 kwietnia 20212 komentarze

Ostatnio na rynku spożywczym głośno o nowej regulacji dotyczącej ograniczeń zawartości izomerów trans kwasów tłuszczowych („tłuszczów trans”) w produktach spożywczych.

Limity w tym zakresie wprowadziło rozporządzenie Komisji (UE) 2019/649 z dnia 24 kwietnia 2019 r. zmieniające załącznik III do rozporządzenia (WE) nr 1925/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady w odniesieniu do izomerów trans kwasów tłuszczowych, innych niż izomery trans kwasów tłuszczowych naturalnie występujące w tłuszczu pochodzenia zwierzęcego.

Co z niego wynika?

Od 1 kwietnia br. do obrotu nie mogą być wprowadzane produkty przeznaczone dla konsumenta finalnego lub handlu detalicznego, które mają przekroczony próg 2 gramów na 100 gramów izomerów trans kwasów tłuszczowych.

Mowa tu o tłuszczach trans pozyskanych przemysłowo w procesie częściowego utwardzania/uwodorniania płynnych olejów, a nie o tłuszczach pochodzenia naturalnego, obecnych w niektórych produktach odzwierzęcych. Więcej na ten temat mówiłam dla Agencji Informacyjnej „Newseria” tu oraz pisałam na łamach Dziennika Gazeta Prawna (z tekstem można się zapoznać tu).

Tutaj natomiast chciałabym się skupić na innym aspekcie związanym z tłuszczami trans.

Jak (nie) znakować produktów bez tłuszczów trans

Otóż jak to często bywa, szum na rynku wokół jakiejś niedozwolonej, niebezpiecznej czy z innego względu kontrowersyjnej substancji wywołuje często u producentów chęć pochwalenia się, że ich produkty są od nich wolne (patrz: „wolne d GMO”, „bez sztucznych barwników” czy „bez syropu glukozowo-fruktozowego”).

Pojawia się zatem pytanie czy i ewentualnie, pod jakimi warunkami na etykiecie produktów spożywczych mogą znaleźć się hasła o  braku w nich tłuszczów trans.

Oczywiście w pierwszym rzędzie należy pamiętać o zakazie wprowadzania konsumenta w błąd (art. 7 rozporządzenia nr 1169/2011).

A zatem, jeśli na etykiecie produktu chcemy napisać, że jakiegoś składnika w nim nie ma, to – po pierwsze – naprawdę nie może go w nim być (a przynajmniej do granicy oznaczalności wyników analiz laboratoryjnych) a – po drugie – na rynku muszą się znajdować produkty podobne, które takie składniki zawierają.

Nie można bowiem deklarować, że środek spożywczy posiada szczególne właściwości, jeśli wszystkie podobne środki spożywcze mają takie same cechy (np. nie można zamieszczać hasła „bez barwników”, jeśli do danej kategorii produktów dodatek barwników jest zakazany).

Odnosząc to do wspomnianego na wstępie rozporządzenia nr 2019/649 (a raczej znowelizowanego rozporządzenia nr 1925/2006) można by przyjąć, że na rynku mogą być produkty z zawartością izomerów trans kwasów tłuszczowych poniżej progu 2 gr na 100 gr tłuszczu. A więc jeśli dany produkt należy do kategorii produktów, w których takie tłuszcze mogą się pojawiać, to teoretycznie informacja „bez tłuszczów trans” nie powinna budzić wątpliwości.

No właśnie. Teoretycznie.

Pamiętajmy bowiem, że deklaracja „bez tłuszczów trans” niesie ze sobą informację o właściwościach odżywczych produktu (o ile nawet nie o właściwościach zdrowotnych…). Tym samym, zastosowanie do niej może znaleźć także rozporządzenie nr 1924/2006 w sprawie oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych dotyczących żywności.

Zakładając zaś, że taka deklaracja kwalifikowałaby się jako oświadczenie żywieniowe, to zgodnie z art. 8 tego rozporządzenia – mogą być stosowane tylko takie oświadczenia, które są wymienione w jego załączniku. A tam oświadczenia o „braku tłuszczów trans” nie ma.

Najbardziej zbliżone „tematycznie” oświadczenia to:

  • NISKA ZAWARTOŚĆ TŁUSZCZÓW NASYCONYCH: Oświadczenie, że środek spożywczy ma niską zawartość tłuszczów nasyconych, oraz każde oświadczenie, które może mieć taki sam sens dla konsumenta, może być stosowane tylko wówczas, kiedy suma nasyconych kwasów tłuszczowych i izomerów trans kwasów tłuszczowych w produkcie nie przekracza 1,5 g na 100 g produktów stałych lub 0,75 g/100 ml dla produktów płynnych, a w obu przypadkach kwasy tłuszczowe nasycone i izomery trans kwasów tłuszczowych nie mogą dostarczać więcej niż 10 % wartości energetycznej.
  • NIE ZAWIERA TŁUSZCZÓW NASYCONYCH: Oświadczenie, że środek spożywczy nie zawiera tłuszczów nasyconych, oraz każde oświadczenie, które może mieć taki sam sens dla konsumenta, może być stosowane tylko wówczas, gdy suma tłuszczów nasyconych i izomerów trans kwasów tłuszczowych nie przekracza 0,1g tłuszczów nasyconych na 100 g lub 100 ml.
  • O OBNIŻONEJ ZAWARTOŚCI [NAZWA SKŁADNIKA ODŻYWCZEGO: Oświadczenie »o obniżonej zawartości tłuszczów nasyconych« oraz każde oświadczenie, które może mieć taki sam sens dla konsumenta, może być stosowane tylko wówczas:
  1. gdy suma nasyconych kwasów tłuszczowych i kwasów tłuszczowych trans w produkcie opatrzonym oświadczeniem wynosi przynajmniej 30 % mniej niż suma nasyconych kwasów tłuszczowych i kwasów tłuszczowych trans w produkcie podobnym; oraz
  2. gdy zawartość kwasów tłuszczowych trans w produkcie opatrzonym oświadczeniem jest równa lub mniejsza niż zawartość kwasów tłuszczowych trans w produkcie podobnym.

Tutaj jednak odniesienie do tłuszczów trans stanowi warunek do zastosowania oświadczeń o kwasach nasyconych, a nie jest osobnym oświadczeniem. W konsekwencji, nawet jeśli deklaracja „bez tłuszczów trans” jest obiektywnie prawdziwa (produkt jej nie zawiera), to i tak może zostać zakwestionowana jako wątpliwa z punktu widzenia zgodności z regulacją o oświadczeniach  żywieniowych i zdrowotnych.

Konsument (nie)poinformowany

Jak więc konsument może się dowiedzieć o tym, czy w produkcie, po który sięga nie ma zakazanych tłuszczów trans?

Na etapie procedowania nowych limitów, prawodawca unijny rozważał włączenie informacji o zawartości tłuszczów trans w ramy obowiązkowej informacji o wartości odżywczej (tak jak ma to miejsce w Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych). Rozwiązanie to jednak nie zostało przyjęte.

Konsumentowi pozostaje zatem tylko dotychczasowa – nieco zakamuflowana – informacja w wykazie składników o tym, że do wytworzenia produktu zostały użyte częściowo utwardzone lub uwodornione oleje. W takim bowiem procesie powstają te niepożądane substancje. A zgodnie z załącznikiem VII rozporządzenia nr 1169/2011: „Oznaczeniu oleju uwodornionego musi towarzyszyć określenie „całkowicie uwodorniony/utwardzony” lub „częściowo uwodorniony/utwardzony” (to samo dotyczy tłuszczu).

Pytanie jednak czy przeciętny konsument jest faktycznie w stanie odkodować z tej informacji, informację o obecności w produkcie tłuszczów trans, a także mieć świadomość, że obecność w produkcie takich substancji nie powinna przekraczać 2gr na 100 gr tłuszczu?

Co więcej, czy można oczekiwać, że przeciętny konsument potrafi rozróżnić znaczenie hasła „całkowicie uwodorniony/utwardzony” od „częściowo uwodorniony/utwardzony” uwzględniając, że tłuszcze trans powstają wyłącznie w ramach tego pierwszego procesu?

***

Zachęcam do przeczytania:

 

Żywność po dacie w obrocie: to już dozwolone!

Agnieszka Szymecka-Wesołowska02 kwietnia 2021Komentarze (0)

Przygotowania do Wielkanocy trwają. W sklepach spożywczych – stacjonarnych i internetowych – ruch. Jak co roku kupimy zapewne zbyt dużo jedzenia, z którego spora część niestety się zmarnuje. Mimo, że świadomość konsumencka w tym zakresie rośnie, to jednak przeciwdziałanie marnowaniu żywności wciąż jest dużym wyzwaniem (statystycznie wygląda to tak).

Nie wszyscy być może wiedzą, że od 24 marca br. do walki z marnowaniem żywności prawodawca unijny wytoczył nowe działa. Zostało wprowadzone rewolucyjne – jak na moje oko – rozwiązanie, które o dziwo przechodzi bez większego rozgłosu.

O czym mowa?

Otóż od 24 marca br. przedsiębiorstwa spożywcze (producenci, sprzedawcy i inni przedsiębiorcy w łańcuchu dostaw żywności) mogą przekazywać żywność na cele społeczne po upływie daty minimalnej trwałości.  Znowelizowane rozporządzenie (WE) nr 852/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie higieny środków spożywczych nazywa to „redystrybucją do celów darowizn”. Oczywiście warunkiem bazowym jest tutaj to, że żywność taka musi być bezpieczna i nadawać się do spożycia.

Rozwiązanie to jest rewolucyjne, ponieważ do tej pory taka praktyka była niedozwolona i karana i to bez względu na to, czy upływ daty wiązał się z pogorszeniem jakościowym produktu czy też nie. Zgodnie bowiem z art. 52 ustawy z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia: „Środki spożywcze oznakowane datą minimalnej trwałości lub terminem przydatności do spożycia mogą znajdować się w obrocie do tej daty lub terminu.” a naruszenie tego obowiązku skutkowało odpowiedzialnością wykroczeniową w postaci grzywny (art. 100 ust. 1 pkt 1 ustawy). Zakaz ten dotyczył także przekazywania żywności na cele charytatywne, a to ze względu na bardzo szeroką definicję „wprowadzania do obrotu” przewidzianą w prawie żywnościowym, która obejmuje nie tylko sprzedaż komercyjną środków spożywczych, ale także przekazywanie jej i dysponowanie nią bez nastawienia na zysk (w tym dysponowanie żywnością w ramach działalności charytatywnej).

W tym zakresie zatem ww. krajowe przepisy ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia stoją w sprzeczności z regulacją wprowadzaną przez rozporządzenie nr 852/2004. Potrzebna będzie zatem pilna nowelizacja ustawy, by dostosować krajowe przepisy do przepisów unijnych.

Czy to bezpieczne? 

Ktoś zapyta: „Ale czy to faktycznie bezpieczne?”. Tak, ponieważ nowa regulacja w żaden sposób nie naraża zdrowia ani życia beneficjenta takiej żywności. Należy tutaj bowiem rozróżniać datę minimalnej trwałości od terminu przydatności do spożycia. To kluczowa sprawa, o której pisałam już wcześniej na blogu, ale warto przypomnieć jeszcze raz. Otóż zgodnie z art. 2 ust. 2 lit. r rozporządzenia nr 1169/2011, „data minimalnej trwałości środka spożywczego” oznacza „datę, do której dany środek spożywczy zachowuje swoje szczególne właściwości pod warunkiem jego właściwego przechowywania”. Natomiast zgodnie z art. 24 ust. 1 tego rozporządzenia: „W przypadku środków spożywczych, które z mikrobiologicznego punktu widzenia szybko się psują i z tego względu już po krótkim czasie mogą stanowić bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia ludzkiego, datę minimalnej trwałości zastępuje się terminem przydatności do spożycia.”. Wynika z tego, że upływ daty minimalnej trwałości nie oznacza automatycznie, że środek spożywczy staje się niebezpieczny lub niezdatny do spożycia. Taki środek spożywczy może ewentualnie stracić swoje pierwotne, optymalne walory jakościowe. Inaczej w przypadku terminu przydatności do spożycia, kiedy to jego upływ może stanowić zagrożenie dla konsumenta. Odpowiednio do tego, produkty, którym nadaje się datę minimalnej trwałości opatrzone są mniej kategorycznym sformułowaniem „Najlepiej spożyć przed….” a produkty z terminem przydatności do spożycia oznaczone są zapisem: „Należy spożyć do…”. Odpowiednio do tego znowelizowane rozporządzenie unijne zezwala na niekomercyjny obrót żywnością tylko po upływie daty minimalnej trwałości, ale nie po upływie terminu przydatności do spożycia.

Ponadto, jak wspominałam wyżej – nowa regulacja unijna wprowadza warunki, które muszą być bezwzględnie spełnione w takim przypadku. Żywność może być przekazywana po upływie daty, tylko jeśli nie stanowi zagrożenia dla życia i zdrowia konsumentów a także jest zdatna do spożycia. Każdorazowo ocenia to przedsiębiorca, który dokonuje przekazania.

Czy to etyczne? 

Może też pojawić się wątpliwość czy takie działanie jest etyczne. Czy nie uderza to w godność osób potrzebujących, którym przekazywana jest taka żywność? Z pewnością jest to delikatny temat i żeby odbiorcy nie mieli przekonania, że dostają żywność „gorszego sortu” niezbędne są odpowiednie kampanie edukacyjne m.in. w zakresie różnic pomiędzy datą minimalnej trwałości a terminem przydatności do spożycia. Takie kampanie są już dziś prowadzone (np. przez Komisję Europejską tu).  Wielką rolę do odegrania mają tu także właściciele sklepów wielkopowierzchniowych, którzy już dziś – na mocy ustawy z dnia 19 lipca 2019 r. o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności – są zobowiązani do prowadzenia kampanii informacyjno-edukacyjnych w tym zakresie. Więcej na temat narzędzi przewidzianych w tej ustawie pisałam już wcześniej na blogu a teraz dodam tylko, że CPŻ wspiera obecnie Banki Żywności w ewaluacji tej ustawy.

Poza tym należy pamiętać, że na fali realizacji unijnej polityki Europejskiego Zielonego Ładu i przewidzianej w jej ramach strategii „Od pola do stołu”, Komisja Europejska pracuje obecnie nad zmianą rozporządzenia nr 1169/2011 także w zakresie zasad nadawania produktom spożywczym daty minimalnej trwałości. Głównym założeniem tej strategii jest stworzenie bardziej zrównoważonych systemów żywnościowych, a w tym także ograniczenie marnotrawienia żywności. W dokumentach roboczych można wyczytać, że niewielu konsumentów rozróżnia oznaczenie daty minimalnej trwałości, czyli datę do której żywność zachowuje swoją optymalną jakość od terminu przydatności do spożycia, którego upływ może wiązać się z bezpieczeństwem. Przyczynia się to do tego, że Europejczycy marnują 20% żywności rocznie, bo do 10% wszystkich odpadów żywnościowych wytwarzanych w UE można powiązać z oznaczeniem daty.

Jakie w związku z tym są planowane zmiany w przepisach? Scenariuszy jest kilka:

a) rozszerzenie listy produktów, dla których oznaczenie daty minimalnej trwałości w ogóle nie będzie konieczne (obecnie, na bazie załącznika X pkt 1 lit. d rozporządzenia nr 1169/2011 obowiązek ten nie dotyczy np. niektórych rodzajów wyrobów piekarniczych lub cukierniczych, cukru, soli, octu, świeżych owoców, warzyw czy gum do żucia); na listę miałyby być włączone także makarony, ryż, kawa czy herbata;

b) zniesienie pojęcia daty minimalnej trwałości i oznaczenia „najlepiej spożyć przed” i utrzymanie tylko jednej daty trwałości, która byłaby datą związaną z bezpieczeństwem i zdrowiem (czyli obecny termin przydatności do spożycia i oznaczenie „Należy spożyć do…”)

c) poprawa sposobu wyrażania obecnych dwóch rodzajów oznaczania daty (np. pod względem terminologii, formatu, prezentacji wizualnej)  w celu lepszego zróżnicowania pojęć dotyczących bezpieczeństwa i jakości; nowe oznaczenia mogłyby być dostosowane do języków i rozumienia konsumenta w każdym państwie członkowskim i zawierać alternatywne lub dodatkowe sformułowania (np. „Najlepiej spożyć przed, często dobre po…” czy „Najlepsza jakość przed końcem…”) a także wiązać się ze zmianą formatu, układu, koloru, jak na przykład narzucenie obowiązkowej prezentacji graficznej (np. czerwony kolor dat dla terminu przydatności do spożycia i zielony dla dat odnoszących się do daty minimalnej trwałości lub różne symbole, takie jak znak STOP odnoszący się do terminu przydatności).

Połączenie któregoś z powyższych rozwiązań z wprowadzoną już możliwością przekazywania żywności po upływie daty powinno tworzyć spójną całość i dawać komfort wszystkim konsumentom, że spożywana żywność nie jest żywnością „gorszego sortu”.

W oczekiwaniu jednak na te nowe rozwiązania pamiętajmy o rozsądnym dysponowaniu żywnością i nie wyrzucajmy produktów spożywczych tylko dlatego, że upłynęła data minimalnej trwałości. Warto zawsze sprawdzić, czy dany produkt wciąż jest zdany do spożycia i wykorzystać go zamiast wyrzucić.

Wszystkiego dobrego – na Święta i nie tylko 🙂

W lipcu 2020 r. Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS), jedna z głównych inspekcji zajmujących się kontrolą żywności, otrzymała nowe kompetencje. Przejęła kontrolę nad artykułami rolno-spożywczymi na etapie obrotu detalicznego, kontrolę oznakowania wprowadzanych do obrotu produktów genetycznie zmodyfikowanych oraz genetycznie zmodyfikowanej żywności (GMO) oraz zadania kontrolne w zakresie prawidłowości wprowadzania do obrotu i oznakowania materiałów i wyrobów przeznaczonych do kontaktu z żywnością (wcześniej kompetencja ta należała do Inspekcji Handlowej).

Na ten rok prawodawca szykuje kolejne zmiany w zakresie uprawień tej inspekcji. Większość zmian tym razem dotyczy zwiększania efektywności nadzoru prowadzonego przez IJHARS. Jakie to zmiany? Jak będzie wyglądał nowy sposób prowadzenia kontroli? Na co powinny przygotować się przedsiębiorcy?

Najważniejsze nowości przewidziane w projekcie z września 2020 r. miałam okazję zasygnalizować w zeszłym tygodniu podczas pierwszego E-forum Prawa Żywnościowego, organizowanego przez FoodFakty. Zgodnie zaś z zapowiedzią – tutaj rozwijam je bardziej szczegółowo, wskazując w szczególności na rozbieżności, jakie pojawiają się pomiędzy założeniami prawodawcy wyrażonymi w uzasadnieniu do nowej regulacji a projektowanymi przepisami ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Oto one:

1. Centralny Rejestr Przedsiębiorstw

Projekt przewiduje utworzenie przez Głównego Inspektora Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych centralnego rejestru podmiotów działających na rynku artykułów rolno-spożywczych. Rejestr ma być prowadzony w formie elektronicznej.

Rejestr a zgłoszenie działalności

Obecnie podjęcie działalności w zakresie produkcji, składowania, konfekcjonowania i obrotu artykułami rolno-spożywczymi podlega – z pewnymi wyjątkami – zgłoszeniu do wojewódzkiego inspektora jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych właściwego ze względu na miejsce zamieszkania lub siedzibę zgłaszającego. Zgłoszenie to obejmuje podstawowe dane o podmiocie (imię, nazwisko i adres albo nazwę i siedzibę zgłaszającego), numer w rejestrze przedsiębiorców w Krajowym Rejestrze Sądowym, o ile zgłaszający taki numer posiada, oraz numer identyfikacji podatkowej (NIP), określenie przedmiotu działalności, w tym informację o działalności eksportowej oraz wskazanie miejsca produkcji, składowania lub konfekcjonowania artykułów rolno-spożywczych. Nowe przepisy rozszerzają zakres zgłoszenia także o numer REGON.

Dane gromadzone w Rejestrze

Czym innym ma być Centralny Rejestr Przedsiębiorstw (dalej jako Rejestr). Oprócz danych, które podmioty podają w ww. zgłoszeniu, Rejestr ma zawierać także informacje o:

  • kontrolach przeprowadzonych przez IJHARS w ostatnich 5 latach, w tym o podmiotach kontrolowanych, upoważnieniach do przeprowadzenia kontroli i wynikach tych kontroli;
  • decyzjach wydanych przez organy IJHARS na podstawie innych ustaw w ostatnich 5 latach, w szczególności decyzjach, o których mowa w art. 29, art. 30 i art. 40a (czyli np. decyzjach nakazujących zmianę oznakowania, zakazujących wprowadzania produktów do obrotu, nakładających kary pieniężne);
  • zaleceniach pokontrolnych wydanych w ostatnich 5 latach;
  • karach grzywny nałożonych za stosowanie do oceny lub ustalenia klas jakości artykułów rolno-spożywczych urządzeń, które nie uzyskały pozytywnej opinii właściwej jednostki, za składowanie lub transport artykułów rolno-spożywczych w sposób niezapewniający utrzymania ich właściwej jakości handlowej oraz za brak zgłoszenia wojewódzkiemu inspektorowi podjęcia albo prowadzenia lub zaprzestania prowadzenia działalności w zakresie produkcji, składowania, konfekcjonowania lub obrotu artykułami rolno-spożywczymi – z podaniem imienia, nazwiska i numeru PESEL sprawcy, a także o wnioskach o ukaranie skierowanych do sądów i sposobie rozstrzygnięcia sprawy przez sąd;
  • karach grzywny nałożonych na sprawców czynów zabronionych wymienionych w odrębnych ustawach, które zostały wykryte w wyniku działań IJHARS, z podaniem imienia, nazwiska i numeru PESEL sprawcy, a także o wnioskach o ukaranie skierowanych do sądów i sposobie rozstrzygnięcia sprawy przez sąd;
  • zaświadczeniach, certyfikatach, świadectwach jakości handlowej i innych dokumentach wystawionych w ostatnich 5 latach przez organy IJHARS z urzędu albo na wniosek podmiotu wpisanego do centralnego rejestru;
  • skargach i wnioskach dotyczących działalności podmiotów wpisanych do centralnego rejestru;
  • pełnomocnikach podmiotów kontrolowanych lub nadzorowanych przez organy IJHARS: imię i nazwisko oraz numer PESEL albo numer paszportu w przypadku osób fizycznych nieposiadających numeru PESEL;
  • o producentach ekologicznych, o których mowa w ustawie z dnia 25 czerwca 2009 r. o rolnictwie ekologicznym;
  • o producentach posiadających ważny certyfikat zgodności lub ważne świadectwo jakości dotyczące chronionych nazw pochodzenia, oznaczeń geograficznych i gwarantowanych tradycyjnych specjalności produktów rolnych lub środków spożywczych
  • o podmiotach, których działalność jest regulowana w ustawie z dnia 19 grudnia 2003 r. o organizacji rynków owoców i warzyw oraz rynku chmielu;
  • o podmiotach, których działalność jest regulowana w ustawie z dnia 12 maja 2011 r. o wyrobie i rozlewie wyrobów winiarskich, obrocie tymi wyrobami i organizacji rynku wina;
  • o innych podmiotach kontrolowanych lub nadzorowanych przez organy IJHARS na podstawie odrębnych przepisów, w szczególności w ramach obrotu detalicznego lub rolniczego handlu detalicznego – w tym zakresie gromadzone dane będą analogiczne do danych ujawnianych w zgłoszeniu, o którym wyżej.

Jak widać, zakres danych gromadzonych w Rejestrze będzie bardzo szeroki. Z uzasadnienia do projektu wynika, że nowe przepisy – poza dostosowaniem do wymagań w zakresie ochrony danych osobowych (RODO) – mają zasadniczo służyć „prawidłowej analizie ryzyka przeprowadzanej przez IJHARS”, o której mowa w rozporządzeniu (UE) nr 2017/625 w sprawie kontroli urzędowych i innych czynności urzędowych przeprowadzanych w celu zapewnienia stosowania prawa żywnościowego i paszowego oraz zasad dotyczących zdrowia i dobrostanu zwierząt, zdrowia roślin i środków ochrony roślin, a mówiąc prościej – do odpowiedniego typowania podmiotów do kontroli. Artykuł 9 ust. 1 tego rozporządzenia przewiduje bowiem, że organy kontrolne „regularnie przeprowadzają kontrole wszystkich podmiotów w oparciu o ocenę ryzyka oraz z właściwą częstotliwością” uwzględniając m.in. „wszelkie informacje wskazujące na prawdopodobieństwo, że konsumenci mogą zostać wprowadzeni w błąd”, „historię podmiotów pod względem przeprowadzanych wobec nich kontroli urzędowych i ich zgodności z przepisami”, czy też „wszelkie informacje, które mogą wskazywać na niezgodność z przepisami”. Z tego punktu widzenia nowy Rejestr wydaje się być faktycznie szczegółowym źródłem informacji pozwalającym organom IJHARS na sprawne planowanie kontroli i egzekwowanie wymagań prawnych.

Dostęp do danych z Rejestru

To co jednak może zaniepokoić przedsiębiorców, to projektowane rozwiązanie, zgodnie z którym: „Informacje zawarte w centralnym rejestrze mogą być udostępniane na wniosek sądom, organom ścigania, organom administracji rządowej oraz podmiotom, które mają interes prawny w uzyskaniu informacji z centralnego rejestru”, z tym że niektóre informacje (tj. informacje o karach nałożonych na sprawców czynów zabronionych wymienionych w odrębnych ustawach, które zostały wykryte w wyniku działań IJHARS, informacje o zaświadczeniach, certyfikatach, świadectwach jakości handlowej i innych dokumentach wystawionych w ostatnich 5 latach przez organy IJHARS oraz pełnomocnikach podmiotów kontrolowanych lub nadzorowanych przez organy IJHARS) mogą być udostępniane wyłącznie sądom, organom ścigania oraz organom administracji rządowej.

O ile ujawnianie informacji innym organom publicznym nie budzi większych wątpliwości, to jednak zastanawiające jest już to, jak należy rozumieć „podmioty, które mają interes prawny w uzyskaniu informacji”. Czy informacje te będą mogły być ujawniane podmiotom prowadzącym konkurencyjną działalność?

Jak będą gromadzone dane w Rejestrze

Wpisu oraz aktualizacji informacji w Rejestrze będzie dokonywał każdy organ IJHARS, z którego działaniem mają związek rejestrowane informacje, przy czym informacje te mogą być pozyskiwane również od innych organów administracji rządowej, z sądów i od organów ścigania, z prowadzonych przez nie rejestrów.

Ponadto, organ Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych będzie mógł zwrócić się do podmiotów podlegających kontroli lub nadzorowi IJHARS o przekazanie na formularzu udostępnionym przez ten organ w terminie 14 dni informacji o przedmiocie działalności oraz adresach miejsc prowadzenia działalności podlegającej kontroli lub nadzorowi Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Brak udzielenia tych informacji będzie wiązał się z karą grzywny.

Dane osobowe zawarte w Rejestrze będą przetwarzane przez okres 25 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło wykreślenie z tego rejestru, z wyjątkiem informacji dotyczących kar grzywny, które będą wykreślane z chwilą przedawnienia karalności czynów zabronionych albo zatarcia ukarania.

2. Ujawnianie wyników kontroli

Kolejnym planowanym rozwiązaniem, które powinno zainteresować przedsiębiorstwa spożywcze, jest ujawnianie wyników kontroli. Obecnie do publicznej wiadomości podawane są tylko decyzje dotyczące zafałszowania artykułów rolno-spożywczych. Są one publikowane na stronie internetowej IJHARS, z pominięciem informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa oraz inne tajemnice podlegające ochronie na podstawie przepisów odrębnych.

Projekt nowelizacji rozszerza ten zakres. Główny oraz wojewódzki inspektor JHARS będą mogli ujawnić wyniki kontroli podając:

1)          dane identyfikujące podmiot kontrolowany,

2)          dane identyfikujące podmiot odpowiedzialny za produkt poddany kontroli,

3)          dane identyfikujące artykuł rolno­‑spożywczy poddany kontroli,

4)          adres miejsca przeprowadzonej kontroli,

5)          ustalenia kontroli,

6)          wykorzystanie ustaleń kontroli

­− z pominięciem informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa i innych informacji podlegających ochronie na podstawie odrębnych przepisów.

W uzasadnieniu do tej nowej kompetencji organów IJHARS czytamy, że „Powyższe uprawnienie stanowi wyjście naprzeciw oczekiwaniom konsumentów, którzy mają prawo do pełnej wiedzy o stwierdzanych w toku kontroli nieprawidłowościach, najczęstszych błędach w oznakowaniu itp. W obecnym stanie prawnym jedynym narzędziem dzięki, któremu taka wiedza może być uzyskana jest skomplikowany, inicjowany wyłącznie na wniosek, a przez to rzadko stosowany, tryb przewidziany w ustawie o dostępie do informacji publicznej.”

Warto jednak zwrócić uwagę, że ujawnieniu nie będą poddawane decyzje (tak jak ma to miejsce w odniesieniu do artykułów rolno-spożywczych zafałszowanych, gdzie zafałszowanie jest stwierdzane w wyniku postępowania administracyjnego), ale same tylko „wyniki kontroli”, czyli – jak można zakładać – ustalenia organów kończące postępowanie kontrolne. Projektowany przepis nie precyzuje także, na ile w ramach „ustaleń kontroli” miałyby być publikowane także stanowiska kontrolowanych przedsiębiorców, którzy przecież często polemizują z zarzutami organów kontrolnych i – jeśli jest wszczynane postępowanie administracyjne – odwołują się od decyzji oraz składają skargi do sądów, gdzie nierzadko skutecznie bronią swoich praw.

W tym kontekście warto także zaznaczyć, że zgodnie z art. 8 ust. 5 rozporządzenia (UE) nr 2017/625, ujawienie wyników kontroli powinno mieć miejsce pod dwoma warunkami, tj.:

a) zainteresowany podmiot ma możliwość zgłoszenia uwag dotyczących informacji, które właściwy organ ma zamiar opublikować lub podać do wiadomości publicznej w inny sposób, przed ich publikacją lub ujawnieniem, z uwzględnieniem stopnia pilności danej sprawy; oraz

b) informacje publikowane lub podawane do wiadomości publicznej w inny sposób uwzględniają uwagi zgłoszone przez zainteresowany podmiot lub są publikowane lub ujawniane wraz takimi uwagami.

Tryb przedstawiania uwag przedsiębiorców nie został przewidziany w projekcie nowelizacji (powinien on zresztą być ustanowiony także dla obecnie publikowanych decyzji dotyczących zafałszowania artykułów rolno-spożywczych). Ponieważ jednak rozporządzenia unijne są stosowane bezpośrednio, w razie ewentualnego uniemożliwienia zgłoszenia uwag podmiotów kontrolowanych i ich publikacji można rozważać zakwestionowanie takiej odmowy na podstawie przepisów unijnych.

3. Pomoc Policji i Straży Miejskiej

Projekt nowelizacji rozszerza możliwość współpracy organów IJHARS z Policją i strażą gminną (miejską). Obecnie obowiązujący art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych ustanawia w tym zakresie tylko bardzo ogólne ramy. Stanowi on: „Do zadań Inspekcji należy współpraca z właściwymi organami administracji rządowej w województwie, organami innych inspekcji, urzędami celno-skarbowymi, Policją, jednostkami samorządu terytorialnego oraz państwowymi jednostkami organizacyjnymi realizującymi politykę rolną państwa”. Jest to więc bardziej zobowiązanie organów IJHARS do współpracy z innymi organami publicznymi niż odwrotnie. Projekt natomiast daje organom IJHARS możliwość zwrócenia się o pomoc do Policji lub straży gminnej (miejskiej) „jeżeli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że w toku kontroli [organ IJHARS] natrafi na opór, który utrudni lub uniemożliwi temu organowi przeprowadzenie tej kontroli. Właściwy miejscowo komendant Policji lub straży gminnej (miejskiej) zapewnia pomoc przy przeprowadzeniu kontroli.”

W uzasadnieniu do projektu czytamy, że: „W obecnym stanie prawnym przepis art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy przewiduje tylko obowiązek współpracy organów IJHARS z innymi wskazanymi organami. Przepis ten nie rodzi obowiązku podjęcia działań przez inne organy. Zaproponowany przepis art. 24c przewiduje, że funkcjonariusze Policji będą zobowiązani do udzielenia pomocy w kontrolach w przypadku prób ich uniemożliwiania lub utrudniania. Jednocześnie przepis wyraźne ogranicza obowiązek działania Policji jedynie do przypadków, gdy jest to niezbędne.”

Porównując jednak treść projektowanego przepisu z założeniami prawodawcy przedstawionymi w uzasadnieniu nie trudno zauważyć, że znacząco różnią się one okolicznościami, w których taka interwencja Policji czy straży miejskiej/gminnej mogłaby mieć miejsce. W uzasadnieniu jest mowa o „próbach uniemożliwienia lub utrudniania kontroli”, a więc przypadkach, gdy przedsiębiorca faktycznie podejmował jakieś działania mające na celu utrudnianie lub uniemożliwienie kontroli, natomiast przepisy projektu idą dużo dalej i mówią już tylko o samym „uzasadnionym podejrzeniu” organów, że do takich prób mogłoby dojść. Nowy przepis daje więc organom kontrolnym zdecydowanie szersze pole niż wynikałoby to z uzasadnienia projektu.

4. Zakup kontrolny w sklepach on-line i w gastronomii

Zgodnie z obecnie obowiązującą zasadą, urzędowe kontrole żywności są podejmowane bez zapowiedzi, jednak „Kontrolę przeprowadza pracownik Inspekcji po okazaniu legitymacji służbowej oraz upoważnienia do przeprowadzenia kontroli.” (tak art. 25 ust. 1 ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych). Przedsiębiorca wie zatem, że jest kontrolowany. Projekt nowelizacji przewiduje w tym zakresie pewien wyjątek i wprowadza do ustawy pojęcie „zakupu kontrolnego”. Zgodnie z proponowaną definicją, zakup kontrolny oznacza „nabycie artykułu rolno-spożywczego w celu kontroli w zakresie jakości handlowej artykułu rolno­‑spożywczego bez ujawniania tożsamości pracownika Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno­-Spożywczych.”.

Jeśli przepisy zostaną przyjęte, w przypadku zakupu kontrolnego, okazywanie legitymacji służbowej i upoważnienia do przeprowadzania kontroli będzie miało miejsce bezpośrednio po otrzymaniu nabytego artykułu rolno-spożywczego. Inaczej jednak będzie w przypadku sprzedaży żywności na odległość, czyli kontroli sklepów internetowych. W takim przypadku upoważnienie do przeprowadzenia kontroli oraz legitymacja służbowa będą okazywane kontrolowanemu dopiero w terminie 7 dni i to nie od momentu otrzymania produktu przez inspektora, ale od dokonania oględzin oraz sprawdzeniu opakowania i oznakowania produktu. Jeśli natomiast próbka pobrana w ramach zakupu kontrolnego zostanie poddana badaniom laboratoryjnym, upoważnienie do przeprowadzenia kontroli oraz legitymacja służbowa będą okazywane kontrolowanemu w terminie 7 dni od otrzymania przez organ wyników badań laboratoryjnych. Tym samym przedsiębiorca przez długi czas nie będzie mieć świadomości, że jest kontrolowany a jego produkty poddane analizom laboratoryjnym.

Warto dodać, że od zakupu kontrolnego zaczynać się będzie każda kontrola sklepów internetowych. Zakup kontrolny będzie mógł być dokonywany jednak także w placówkach gastronomicznych i cateringowych. Zgodnie z uzasadnieniem: „Pobranie próbki w drodze dokonania zakupu kontrolnego w zakładach żywienia zbiorowego bez okazania legitymacji służbowej i upoważnienia do przeprowadzenia kontroli przed dokonaniem zakupu jest niezbędne w celu zapewnienia efektywności kontroli żywności w takich punktach. W obecnym stanie prawnym pobranie próbki mogłoby nastąpić w praktyce jedynie na etapie przygotowywania posiłku. Zmiany umożliwią sprawdzenie, czy sprzedawane gotowe już posiłki są zgodne z przepisami i deklaracją producenta.”

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na regulację unijną, tj. art. 36 rozporządzenia (UE) nr 2017/625, który stanowi: „1. W przypadku zwierząt i towarów oferowanych na sprzedaż za pośrednictwem środków porozumiewania się na odległość, do celów kontroli urzędowej można wykorzystać próbki zamówione od podmiotów przez właściwe organy, bez konieczności ujawniania się przez te organy.

  1. Właściwe organy po otrzymaniu próbek podejmują wszelkie kroki w celu zapewnienia, by podmioty, od których zamówiono te próbki zgodnie z ust. 1:

a)były informowane, że próbki takie zostały pobrane w celu kontroli urzędowej i w stosownych przypadkach były analizowane i badane w celach związanych z taką kontrolą urzędową; oraz

b)w przypadku analizowania lub badania próbek, o których mowa w tym ustępie – były uprawnione do skorzystania z prawa do drugiej ekspertyzy, przewidzianego w art. 35 ust. 1.”.

Czytając ten przepis można nabrać wątpliwości, czy krajowe rozwiązanie będzie zgodne z przepisami unijnymi.

Po pierwsze, rozporządzenie (UE) nr 2017/625 zdaje się ograniczać możliwość dokonania zakupu kontrolnego wyłącznie w odniesieniu do „towarów oferowanych na sprzedaż za pośrednictwem środków porozumiewania się na odległość”, podczas gdy projekt nowelizacji rozciąga ją także do przypadków kontroli sprzedaży stacjonarnej. I pomimo, że w uzasadnieniu czytamy, że: „Przepis art. 24 ust. 1 uzupełniony został o przyznanie organom IJHARS uprawnienia do dokonywania zakupu kontrolnego produktu w restauracji lub innym punkcie świadczącym usługi gastronomiczne lub cateringowe oraz artykułów rolno-spożywczych wprowadzanych do obrotu w ramach sprzedaży na odległość.” oraz „Zgodnie z projektowanymi przepisami anonimowe pobranie próbek poprzez dokonanie zakupu kontrolnego byłoby możliwe w dwóch sytuacjach tj.: kontroli sprzedaży na odległość oraz kontroli prowadzonej w zakładach żywienia zbiorowego”, to jednak z brzmienia samych przepisów takie ograniczenie wprost nie wynika, a nawet można z nich wnosić, że obejmie także standardową sprzedaż na etapie obrotu detalicznego.

Po drugie, art. 36 rozporządzenia (UE) nr 2017/625 wyraźnie zaznacza, że podmioty kontrolowane powinny zostać poinformowane, że próbki zostały pobrane i analizowane w sposób umożliwiający im skorzystanie z prawa tzw. drugiej ekspertyzy, w przypadku poddawania kontrolowanych produktów analizom laboratoryjnym. Powstaje zatem pytanie, czy przewidziany w projekcie termin poinformowania podmiotu dopiero w ciągu 7 dniu od momentu dokonania kontroli produktu (a nie jego pobrania) oraz 7 dni od momentu otrzymania wyników kontroli laboratoryjnej (a nie od momentu przekazania próbki do badań), nie będzie stanowił faktycznej przeszkody w przeprowadzeniu przez podmiot drugiej ekspertyzy badawczej produktu, które – co jest szczególnie charakterystyczne dla środków spożywczych – mają zazwyczaj bardzo ograniczone okresy przydatności do spożycia. Chyba, że przepisy rozporządzenia unijnego będą tu stosowane bezpośrednio i pomimo, że upoważnienie do kontroli oraz legitymacja inspektora będą okazywane dopiero w ustawowych terminach, to informacja o pobraniu prób do kontroli będzie przekazywana szybciej a organy będą pobierać wystarczająco dużą ilość prób, by umożliwić przedsiębiorcom sporządzenie drugiej ekspertyzy (zgodnie z art. 35 ust. 2 lit. b) rozporządzenia (UE) nr 2017/625).

5. Opłaty za czynności kontrolne

Rozwiązaniem korzystnym dla przedsiębiorstw zadaje się być nowa regulacja dotycząca opłat za czynności kontrolne. Obecnie regulacja tego aspektu zawarta jest w art. 39 ust. 1 ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych, zgodnie z którym: „Przedsiębiorcy są obowiązani wnieść opłaty za czynności przeprowadzone w ramach kontroli:

1) granicznej jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych;

2) jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych innej niż określona w pkt 1, w tym przeprowadzonej na podstawie przepisów odrębnych, jeżeli w wyniku tej kontroli stwierdzono, że artykuły rolno-spożywcze nie odpowiadają wymaganiom w zakresie jakości handlowej wynikającym z przepisów o jakości handlowej lub wymaganiom dodatkowym zadeklarowanym przez producenta.”

Po wejściu w życie nowelizacji, artykuł ten otrzymałby brzmienie: „1. Przedsiębiorcy są obowiązani wnieść opłaty za czynności przeprowadzone w ramach kontroli:

1)     granicznej jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych,

2)     jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych innej niż określona w pkt 1, w tym przeprowadzonej na podstawie przepisów odrębnych, a także kontrolę, o której mowa w rozdziale 4a

– w wyniku której, stwierdzono że artykuły rolno-spożywcze nie odpowiadają wymaganiom w zakresie jakości handlowej wynikającym z przepisów o jakości handlowej lub wymaganiom dodatkowym zadeklarowanym przez producenta.”.

Zmiana ma charakter czysto redakcyjny i nie wydaje się kreować nowej rzeczywistości prawnej w tym zakresie. Jednakże – jak można wyczytać w uzasadnieniu do projektu – prawodawca łączy z nią daleko idące konsekwencje dla kontrolowanych przedsiębiorstw.

Otóż w uzasadnieniu czytamy, że w projekcie: „zaproponowano odejście od zasady wynikającej z dotychczasowej treści art. 39, zgodnie z którym podmiot, u którego stwierdzono nieprawidłowości, jest obciążany wszystkimi kosztami związanymi z przeprowadzoną kontrolą (w tym np. kosztami badań laboratoryjnych dotyczących tych parametrów, które okazały się zgodne z deklaracją). Zgodnie ze zmienionym brzmieniem przepisu, koszty kontroli obejmowałyby wyłącznie opłaty za czynności, których przeprowadzenie wykazało nieprawidłowości. W przypadku zatem, gdy podczas badań laboratoryjnych badanych byłoby kilka parametrów, a nieprawidłowość stwierdzono jedynie w stosunku do jednego z nich, kontrolowany obciążony zostanie kosztami tylko jednego badania. W dotychczasowym stanie prawnym poniósłby koszty wszystkich badań (w tym tych, które nie wykazały nieprawidłowości).”

W kwestii opłat za czynności kontrolne zachęcam także do zapoznania się z bardzo istotnym orzeczeniem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, o którym pisaliśmy tu.