Agnieszka Szymecka-Wesołowska

dr nauk prawnych

Food law to moja praca i pasja. Na co dzień pomagam producentom, przetwórcom i dystrybutorom żywności odnaleźć się w otoczeniu regulacyjnym rynku spożywczego. A wszystko to, by żywność na naszych stołach była zdrowa, dobrej jakości i służyła konsumentom.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Żywność w przyszłości, czyli Food2050

Agnieszka Szymecka-Wesołowska23 września 2020Komentarze (0)

Rok 2050 wbrew pozorom nie jest wcale odległą perspektywą. Patrząc na to, jak szybko zmienia się świat wokół nas, jak przyspiesza rozwój cywilizacyjny i jaki ma wpływ na Ziemię, rzeczywistość w 2050 roku może być zupełnie inna od tej, którą sobie dziś wyobrażamy.

Jak w tej nowej rzeczywistości będzie wyglądać żywność? Czy drukowane jedzenie będzie nam smakować a produkcja mięsa in-vitro będzie technologicznie i kosztowo mogła stać się produkcją masową? W co będziemy pakować produkty spożywcze? Czy zakupy zrobią za nas roboty? Czy obecna struktura produkcji żywności, z jej wpływem na środowisko, ma szanse się utrzymać? Co i kiedy ją zastąpi? Jak będą wyglądać procesy dystrybucji żywności na szczeblu globalnym i lokalnym? Czy nadal będziemy marnować tyle żywności? Jak za tymi nowymi wyzwaniami będzie podążać prawo? Jakie polityki będą realizowane? A w końcu, jak do tych nowych wyzwań i nieuniknionych zmian mają już dziś przygotować się przedsiębiorstwa spożywcze?  Branża spożywcza nie zostaje z tym sama. Tymi tematami będzie się dla niej zajmować Food2050

Czym jest Food2050?

Food2050 to platforma ekspercka, łącząca praktyków z różnych dziedzin. W jej ramach będziemy nie tylko śledzić trendy w zakresie form i nowych źródeł żywności, innowacji opakowań, zachowań konsumenckich (kultura, ekonomia, demografia, społeczeństwo), kultury żywnościowej i zrównoważonego rozwoju, ale także obserwować, jak na te trendy będzie reagować prawo i polityka. Dzięki metodologii design thinking oraz wnikliwej znajomości regulacji w zakresie żywności, Food2050 będzie oferować unikatowe spojrzenie w stronę jej przyszłości i dawać przedsiębiorcom rozwiązania na “tu i teraz”, które pozwolą lepiej odnaleźć się w rzeczywistości przyszłości.

Food2050 tworzy obecnie: Centrum Prawa Żywnościowego, Brandy Design, Lata Dwudzieste, Fundacja BrandyLab oraz Kantar Polska. Do platformy będą dołączać kolejne podmioty, których praktyczna wiedza i doświadczenie będą pomocne w przygotowaniu odpowiedzi na rynkowe wymagania przyszłości.

Od czego zaczęliśmy?

Od “zmapowania” status quo, czyli tego na czym i przed jakimi wyzwaniami stoi dziś rolnictwo i przemysł spożywczy w kontekście niekwestionowanego kryzysu klimatycznego. To, co składa się na dzisiejszy obraz sytuacji, przedstawiliśmy w dwóch raportach: Ziemianie_Reguluja_2020 oraz Ziemianie_Projektuja_2020. Oba raporty stanowią suplementy do raportu Ziemianie Atakują i mają dziś premierę w ramach CEO’s for Climate organizowanego przez Global Compact Network Poland.

 

 

 

 

 

Zapraszam gorąco do lektury i komentowania. Naprawdę jest o czym rozmawiać 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Dziś zaczynają obowiązywać nowe wymogi dotyczące podawania w oznakowaniu środków spożywczych informacji o pochodzeniu podstawowego składnika. Wymóg ten został przewidziany w rozporządzeniu nr 1169/2011 a sposób jego realizacji doprecyzowuje rozporządzenie wykonawcze Komisji nr 2018/775.

Jeszcze do niedawna można było patrzeć na te nowe regulacje jak na realizację potrzeb informacyjnych konsumentów. Z badań prowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej wynika bowiem, że dla 71% obywateli UE, pochodzenie to ważna informacja o środkach spożywczych (trzecia po jakości i cenie). Teraz jednak – w czasie kryzysu koronawirusa – nowe wymogi z zakresu deklaracji pochodzenia mogą stać się narzędziem wsparcia dla krajowej gospodarki. Jak? Jako forma promocji rodzimych producentów. Będą mogły pełnić rolę “wehikułu” dzięki, któremu konsument dowie się, skąd pochodzi produkt i jego podstawowy składnik a dzięki temu zdecydować, kogo chce swoim wyborem zakupowym wesprzeć (wpisuje się to więc w akcję społeczną #wspierampolskiemarki).

Pamiętajmy jednak, że podanie kraju/miejsca pochodzenia całego produktu nie jest obowiązkowe (przynajmniej co do zasady; obowiązek taki dotyczy tylko kilku rodzajów produktów i powstaje w określonych sytuacjach). Podobnie też nie każdy produkt musi być oznaczony pochodzeniem jego podstawowego składnika. Wymagane jest tylko wtedy, gdy producent zamieścił informację o pochodzeniu całego produktu i o ile podstawowy składnik pochodzi z innego kraju lub miejsca niż cały wyrób gotowy.

W obecnej sytuacji pojawia się na pewno też pytanie, a co jeśli ktoś nie zdążył dostosować etykiet swoich produktów do nowych wymogów. Dobra widomość jest taka, że dziś rozporządzenie nr 2018/775 zaczyna obowiązywać, co nie oznacza jednak, że od dziś wszystkie etykiety środków spożywczych powinny być z nimi zgodne. W myśl bowiem z art. 4 tego rozporządzenia: „Środki spożywcze wprowadzone do obrotu lub etykietowane przed datą rozpoczęcia stosowania niniejszego rozporządzenia mogą być przedmiotem obrotu do czasu wyczerpania zapasów.”. Jest więc jeszcze chwila na opracowanie nowych opakowań.

Dla osób, które jeszcze nie przystosowały się do nowych wymogów lub mają wątpliwości w jaki sposób to zrobić, przygotowaliśmy specjalny pakiet: video-szkolenie z dodatkową usługą oceny etykiety i odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania.

 

Zapraszamy do zgłoszeń na pełne VIDEO-SZKOLENIE:

https://www.food-law.pl/szkolenia/deklaracja-pochodzenia-podstawowego-skladnika-produktu-spozywczego

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Catering dietetyczny a koronawirus

Agnieszka Szymecka-Wesołowska27 marca 2020Komentarze (0)

Jak w czasie epidemii radzi sobie branża “cateringów dietetycznych”? Czy ten dział usług gastronomicznych cierpi tak samo jak pozostałe? Czy Polacy teraz mniejszą wagę przykładają do zrównoważonej diety?

Zapytałam o to Przemysława Skokowskiego – współzałożyciela porównywarki cateringów dietetycznych Dietly.pl oraz systemu dla caterignow dietetycznych MasterLife CRM.

A.Sz.W.: Rząd zakazał gromadzenia się osób w restauracjach i barach. Wciąż możliwe jest jednak zamawianie posiłków na wynos oraz z dostawą do domu. Ludzie zaczęli gotować w domach. Jak branża „diet pudełkowych” radzi sobie w obecnej sytuacji? Czy zamówienia na dostawy rosną czy maleją?

P.S.: W pierwszym momencie, czyli tuż po zamknięciu szkół, cateringi zareagowały nieznacznym wzrostem nowych zamówień. Było to prawdopodobnie spowodowane długim czasem oczekiwania na zakupy online, czy brakami w sklepach w tamtym czasie. Niestety, im głębiej w kryzys tym gorzej. Pamiętajmy, że większość cateringów dietetycznych oferuje usługę premium, a na takie usługi w czasach kryzysu popyt maleje. W trzecim tygodniu marca niestety zaczyna być widać spadki rzędu 20-35%. Mowa o wartości średniej, bo w zależności od firmy i jej oferty oraz rejonu działania te zmiany są różne. Przy obecnych obostrzeniach rządowych i przerwie Wielkanocnej, spodziewamy się w kwietniu spadków rzędu 50% w porównaniu do marca.

A.Sz..W.: W czym upatrują Państwo dziś największe trudności? Bardziej obawiają się Państwo, że spadnie liczba zamówień czy może zabraknie personelu? A może problem może pojawić się z dostawami składników do posiłków?

P.S.: Cateringom dietetycznym grozi to co każdej branży. Największym problemem póki co są koszty. Zarówno ludzi, jak i kredytów, leasingów, czy najmów. Póki co nie można mówić o tragedii porównywalnej do całej gastronomii, ale już teraz zmniejszenie popytu na usługę będzie skutkowało zmniejszeniem zatrudnienia. Pamiętajmy, że mowa w większości o firmach, które zatrudniają od kilkunastu do kilkuset osób. Zobaczymy też co zaproponuje rząd w swojej spec ustawie, ale póki co cięcia w zatrudnieniu są najbardziej realistycznym scenariuszem. Jeśli chodzi o logistykę dostaw półproduktów – tutaj póki co nikt nie zgłasza ryzyka przerwania łańcuchów dostaw. Owszem, był problem dostępności niektórych produktów w momencie, gdy ludzie na potęgę wykupywali produkty z długim terminem ważności, czy mięsa, ale obecnie jest już wszystko w normie.

A.Sz..W.: Czy koronawirus wpłynął jakoś na zmianę procedury realizacji dostaw?

P.S.: Większość cateringów dietetycznych już od samego początku epidemi zaczęło wprowadzać zupełnie nowe standardy pracy. Mowa tu o pracy zdalnej dietetyków i obsługi klienta, zapewnieniu transportu do pracy tak, aby pracownicy nie musieli podróżować komunikacją miejską, dni wolne dla osób powyżej 55 roku życia. Do tego dochodzą pomiary temperatury pracowników i w niektórych zakładach wprowadzenie dwóch zmian tak, aby pracownicy wykonywali obowiązki w mniejszych grupach. Pamiętajmy, że w cateringach dietetycznych od dawna standardy GIS wymagają noszenia rękawiczek, czy czepków. Niektórzy również mają zapasy maseczek jednorazowych, dlatego jeśli chodzi o higienę pracy, to jest ona na wysokim poziomie. Co do samych dostaw tak naprawdę mało się zmieniło. Kurierzy z reguły nie mieli kontaktów z klientami ponieważ większość dostaw jest realizowana w nocy, a klienci odbierają paczki nad ranem.

A.Sz..W.: Czy osoby, które korzystają z dostaw codziennych posiłków zaczęły zamawiać także menu dla dzieci?

P.S.: Nie, zdecydowanie nie. To co widać to tendencje do wdrażania w cateringach oferty tzw. domowej, czyli mniej wyszukanej diety bazującej jednak na trzech posiłkach do domu. Powodem jest tutaj mniejszy koszt przygotowania takiej diety i jej zakupu dzięki czemu jest szansa na podtrzymanie przychodów chociaż w jakimś stopniu w czasach kryzysu. Na pewno więcej powiedzą kolejne tygodnie.

 

Przemek Skokowski to także były etatowowy podróżnik, autor książek i nagradzanego bloga. Obecnie przedsiębiorca skupiony na rozwoju koncepcji dostaw zdrowych posiłków w Polsce i za granicą.

 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Certyfikacja “virus-free”

Agnieszka Szymecka-Wesołowska18 marca 20204 komentarze

Granice zostały zamknięte. Swoboda przepływu osób została wstrzymana. Między państwami mogą jednak w dalszych ciągu przepływać towary. Powstaje więc naturalna obawa czy koronawirus nie przeniesie się wraz z wędrującą z kraju do kraju żywnością. Dotyczy to zwłaszcza przewozu żywności nieopakowanej – owoców, warzyw, surowego mleka czy mięsa.

Pomimo, że wszystkie autorytety naukowe zgodnie potwierdzają, że COVID-19 nie przenosi się przez żywności i wystarczy zachowanie odpowiednich procedur sanitarnych (WHO, EFSA, BfR, GIS – pisałam o tym tu), rynek chce się dodatkowo zabezpieczać. Jak? Poprzez “antywirusową” certyfikację.

W Polsce jeszcze ta kwestia nie wypłynęła na szerszą skalę (bo zamknięte granice mamy zaledwie od kilku dni), ale warto zobaczyć już teraz, jak temat rozwinął się we Włoszech. Obecnie na włoskich granicach stoją ciężarówki z załadowaną żywnością i mają problem z wyjazdem z Włoch.

Do kwestii tej odniósł się już na początku marca Minister Zdrowia w okólniku z 2 marca br. W dokumencie tym, w kontekście stwierdzenia, że koronawirus nie przenosi się przez żywność, wyraźnie wskazano także, że “Bezpieczeństwo żywności jest cały czas zapewnione poprzez stosowanie obowiązujących norm, dlatego też ewentualne żądania przedstawiania certyfikacji w tym zakresie należy uznać za niewłaściwe“. W tym samym duchu wypowiada się także włoska Minister Rolnictwa Teresa Bellanova, która podkreśla, że wymaganie certyfikatów “antywirus” jest niedopuszczalne, stanowi nieuczciwą konkurencję i podważa zasady wspólnego rynku i lojalnej współpracy między państwami członkowskimi (cyt. za TGCOM24). Pani Minister domaga się też podjęcia jednoznacznych działań w tym zakresie ze strony Komisji Europejskiej. A obywateli Włoch namawia do nabywania produktów krajowych.

Przy okazji można też wspomnieć, że niektórzy włoscy przedsiębiorcy – by wspomóc eksport włoskiej żywności – z własnej inicjatywy oznaczali swoje produkty jako “coronavirus-free”. Tego rodzaju oznaczenia naruszają jednak przepisy prawa żywnościowego. Zgodnie z art. 7 ust. 1 lit. c) rozporządzenia nr 1169/2011 w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności: “Informacje na temat żywności nie mogą wprowadzać w błąd, w szczególności: c) przez sugerowanie, że środek spożywczy ma szczególne właściwości, gdy w rzeczywistości wszystkie podobne środki spożywcze mają takie właściwości, zwłaszcza przez szczególne podkreślanie obecności lub braku określonych składników lub składników odżywczych“. Eksponowanie zatem, że dany produkt jest “virus-free”, w dorozumiany sposób sugeruje, że inne produkty mogą potencjalnie “być z koronawirusem”. Co nie jest prawdziwe, zważywszy na potwierdzoną nieprzenoszalność COVID-19 za pośrednictwem żywności.

 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Jedno z podstawowych pytań, jakie stawiamy sobie dzisiaj wszyscy, brzmi: czy obecny system produkcji i dystrybucji żywności podoła wyzwaniu i czy możemy liczyć, że żywności nam nie zabraknie? Wracamy więc do korzeni, do fundamentalnych rozważań o równowadze pomiędzy interesem ochrony zdrowia konsumenta a zasadą swobodnego przepływu towarów. W takim samym stopniu rozmawiamy dziś o “food safety” (bezpieczeństwie żywności w znaczeniu jej nie-szkodliwości) jak i o “food security” (czyli bezpieczeństwie w zagwarantowaniu ciągłości dostaw). Pytamy więc nie tylko o to, czy żywność jest zdrowa, ale także o to, czy bedziemy mieli co jeść. Myślę, że warto przyjrzeć się, jak z tym tematem radzą sobie Włochy, które na dzień dzisiejszy są najbardziej dotkniętym epidemiologicznie krajem w Europie.

 Żywność nie zaraża

Obecnie nie ma dowodów na to, że wirus COVID-19 przenosi się przez żywność. Taki wniosek przedstawiło już 2 marca 2020 r. włoskie Ministerstwo Zdrowia w okólniku poświęconym bezpieczeństwu weterynaryjnemu i żywnościowemu. Kilka dni później potwierdził to także Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (patrz: komunikat EFSA z 9 marca br.) oraz Rzecznik z Departamentu Bezpieczeństwa i Kontroli Żywności USDA. Wcześniej, Międzynarodowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleciła, z ostrożności, unikania spożywania surowych bądź niedogotowanych produktów pochodzenia zwierzęcego oraz wzmożoną uwagę w trakcie przygotowywania posiłków, zwłaszcza pod kątem unikania ewentualnych zanieczyszczeń krzyżowych pomiędzy ugotowaną a nieugotowaną żywnością. Mowa więc tylko o standardowych środkach ostrożności, które powinny być zachowane także w normalnych warunkach.

Jeśli chodzi zaś o możliwość przenoszenia wirusa poprzez opakowania żywności (np. dotykane wcześniej przez osobę zarażoną), na uwagę zasługują wyniki badań naukowców z Uniwersytetu Ruhry w Bochum i Uniwersytetu w Greifswaldzie dotyczące żywotności wcześniej występujących koronawirusów SARS i MERS. W zależności od szczepu wirusa i jego zagęszczenia, wartości te były bardzo różne. Na papierze wirusy pozostawały żywotne od pięciu minut do pięciu dni, w przypadku powierzchni ze stali między osiem godzin i 28 dni, na szkle i PCW wirusy pozostawały żywotne około pięciu dni. Wedle innych danych, na miedzianym podłożu w temperaturze pokojowej i wilgotności 40 proc. SARS-CoV-2 może przetrwać tylko do trzech godzin, a na plastiku – do 72. Z tego względu trudno jest określić dokładne parametry żywotności wirusa, bo wiele zależy od temperatury, wilgotności oraz rodzaju powierzchni. W każdym razie, istotna jest tutaj prewencja, tj. w szczególności zachowanie wysokich standardów higieny (w tym mycia rąk, dokładnego czyszczenia powierzchni, na których przyrządzane są posiłki), dokładnego czyszczenia owoców i warzyw oraz obróbki termicznej żywności. Jak wskazuje bowiem niemiecki Bundesinstitut für Risikobewertung (na który powołuje się także Główny Inspektor Sanitarny) zważywszy, że wirus jest wrażliwy na wysokie temperatury, ryzyko zarażenia można dodatkowo zminimalizować poprzez gotowanie posiłków.

Ciągłość dostaw

Jeśli chodzi o zabezpieczenie ciągłości dostaw żywności, doświadczenie włoskie pokazuje, że nawet w ekstremalnej sytuacji, food business musi działać. Od wczoraj – na mocy dekretu Prezesa Rady Ministrów z 11 marca 2020 r. w sprawie pilnych środków dotyczących powstrzymania i zarządzania sytuacją epidemiologiczną wywołaną przez COVID-19 – całe terytorium Włoch objęte zostało statusem “czerwonej strefy”. Wiąże się to m.in. z restrykcyjnymi ograniczeniami działalności gospodarczej, które jednak nie objęły produkcji, handlu i transportu żywności.

  • Produkcja i transport żywności

Co najważniejsze, dekret zagwarantował możliwość kontynuowania działalności w sektorze produkcji rolnej, zwierzęcej, przetwórstwa rolno-spożywczego, włączając w to dostawców towarów i usług umożliwiających kontynuowanie tej działalności (np. dostawcy opakowań itd.). Zagwarantowana została także ciągłość usług bankowych, finansowych i ubezpieczeniowych. O ile wcześniejsze dekrety wprowadziły ograniczenia w zakresie możliwości przemieszczania się osób fizycznych, w tym zwłaszcza w zakresie wjazdu i wyjazdu z terytorium Włoch, to ograniczenia te nie objęły operatorów transportowych, zajmujących się przewozem żywności. Kierowcy środków transportu mogą zatem przemieszczać się w ramach granic państwowych, o ile jest to związane z potrzebą odbioru i dostawy towarów.

  •  Sprzedaż detaliczna

Aby przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się koronawirusa, wspomniany dekret z 11 marca zawiesił jednak całą sprzedaż detaliczną w kraju. Zakaz objął zarówno małe sklepy, jak i średnią i dużą dystrybucję (w tym centra handlowe). Zamknięte zostały także wszelkie targi i bazarki. W ww. miejscach możliwe jest jednak w dalszym ciągu prowadzenie sprzedaży środków spożywczych i produktów pierwszej potrzeby (otwarte pozostają kioski oraz apteki), pod warunkiem, że zostanie zagwarantowana możliwość zachowania jednometrowej odległości pomiędzy osobami.

  •  Gastronomia i działalność cateringowa

Zawieszona została wszelka działalność gastronomiczna (bary, puby, restauracje, lodziarnie, cukiernie), z wyłączeniem zakontraktowanych stołówek i stałych cateringów, o ile zostanie zagwarantowana możliwość zachowania jednometrowej odległości pomiędzy osobami. Dopuszczalne są także w dalszym ciągu dostawy posiłków do domów, pod warunkiem zachowania odpowiednich norm higieniczno-sanitarnych przy ich pakowaniu i transporcie. Pozostają otwarte punkty gastronomiczne zlokalizowane na stacjach benzynowych położonych wzdłuż sieci komunikacji drogowej i przy autostradach a także na dworcach kolejowych, lotniskach i w szpitalach – również przy zachowaniu bezpiecznej, jednometrowej odległości pomiędzy przebywającymi w nich osobami.

Poza wskazanymi wyżej obszarami, dekret uregulował także kwestie sposobu wykonywania pracy (rekomendowana praca zdalna, urlopy pracownicze, zawieszenie działalności części zakładów, których uruchamianie nie jest niezbędne, wdrożenie protokołów zapobiegających zarażeniom, dezynfekcji miejsc pracy, ograniczenie przemieszczania się personelu).

Tak wygląda, przynajmniej od strony prawnej i w dużym skrócie, obecna sytuacja w łańcuchu produkcji i dystrybucji żywności we Włoszech.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl