Agnieszka Szymecka-Wesołowska

dr nauk prawnych

Food law to moja praca i pasja. Na co dzień pomagam producentom, przetwórcom i dystrybutorom żywności odnaleźć się w otoczeniu regulacyjnym rynku spożywczego. A wszystko to, by żywność na naszych stołach była zdrowa, dobrej jakości i służyła konsumentom.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Przyszłość konopi w Polsce

Agnieszka Szymecka-Wesołowska07 lutego 2020Komentarze (0)

Przyszłość konopi włóknistych w Polsce była przedmiotem środowego (5.02. br.), sejmowego posiedzenia Podkomisji stałej ds. biogospodarki i innowacyjności w rolnictwie, której przewodniczy pan poseł Jarosław Sachajko. Wśród zaproszonych gości głos zabierali przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, przedstawiciele Instytutu Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich z Poznania a także przedstawiciele EIHA (czyli European Industrial Hemp Association) oraz krajowego biznesu. Omawiane było szerokie spektrum wykorzystywania konopi (np. przemysł włókienniczy, budownictwo, korzyści w rolnictwie). Nie zabrakło też oczywiście kwestii żywności wytworzonej na bazie Cannabis sativa, której status prawny budził gorące emocje.

 

 

 

 

 

 

 

O kontrowersjach wokół produktów pozyskiwanych z innych części rośliny niż nasiona, tj. z kwiatostanów, liści i łodyg (w tym suszów do naparów i olejów z kannabidiolem CBD), pisałam już wcześniej na blogu. Przypomnę, że wedle unijnego katalogu novel food, „ekstrakty z Cannabis sativa L. i produkty pochodne zawierające kannabinoidy są uważane za nową żywność, ponieważ historia konsumpcji nie została wykazana. Dotyczy to zarówno samych ekstraktów, jak i wszelkich produktów, do których są dodawane jako składnik (np. Olej z nasion konopi). Dotyczy to również ekstraktów z innych roślin zawierających kanabinoidy. ” Z takim stanowiskiem nie zgadza się branża konopna, która cały czas, na różnych forach dzieli się dowodami potwierdzającymi długą tradycję stosowania konopi w żywności. W zakresie suszów z rośliny, Komisja Europejska nie wypowiedziała się wprost, jednak w praktyce można spotkać stanowiska kwestionujące legalność ich wprowadzania do obrotu.

W tym kontekście niezwykle interesujące jawi się stanowisko, jakie na posiedzenie przygotowało Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W dokumencie zatytułowanym: “Stan obecny oraz przyszłość uprawy i przetwórstwa konopi włóknistych w Polsce” czytamy m.in.:

Warunki agroklimatyczne umożliwiają uprawę konopi z przeznaczeniem na (…) susz z kwiatów i łodyg konopi, który może być wykorzystywany w przemyśle spożywczym np. – produkcja herbat, oraz kosmetycznym i farmaceutycznym (…) Gwałtownie wzrasta także areał upraw konopi na wiechy na potrzeby produkcji CBD (kannabidioli poszukiwanych do produkcji leków i suplementów diety).

Czyżby oznaczało to jakieś “nowe otwarcie” w temacie konopi na polskim rynku?

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Jak mówić o zdrowej żywności: nowe orzeczenie TSUE

Agnieszka Szymecka-Wesołowska03 lutego 2020Komentarze (0)

Nikogo chyba nie trzeba szczególnie przekonywać, że dzisiejszy konsument szuka zdrowej żywności. Sięgając po produkt spożywczy, konsument coraz dokładniej czyta etykiety, w tym zwłaszcza skład produktu i informację o wartości odżywczej.  Często jednak tym, co skłania go do zdjęcia produktu z półki, jest konkretne zdrowotne hasło czy graficzny element etykiety, który najpierw przykuwa jego uwagę. Taki element- z prawnego punktu widzenia – definiowany jest jako “oświadczenie zdrowotne”, czyli jakiekolwiek przekaz, który stwierdza lub sugeruje, że istnieje związek pomiędzy danym produktem lub jego składnikiem a zdrowiem.

Zdrowie na etykiecie

Zasady stosowania oświadczeń zdrowotnych zostały restrykcyjnie uregulowane w Rozporządzeniu nr 1924/2006 w sprawie oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych. Jeśli producent chce poinformować konsumenta o walorach zdrowotnych swojego produktu lub składnika (a więc użyć “oświadczenia zdrowotnego”), musi stosować się do obostrzeń przewidzianych w ww. rozporządzeniu. Zgodnie z rozporządzeniem, można stosować jedynie te oświadczenia zdrowotne, które uzyskały pozytywną ocenę naukową EFSA oraz zostały zatwierdzone przez Komisję Europejską i wpisane do unijnego rejestru. Nie wystarczy zatem, że producent posiada swoje badania naukowe potwierdzające działanie fizjologiczne danego składnika. Takie badania muszą być “prześwietlone” przez EFSA a Komisja musi zgodzić się na informowanie konsumentów o danej właściwości produktu lub składnika. Taki system oczywiście mocno spłaszcza przekazy o środkach spożywczych, ponieważ wszyscy producenci de facto korzystają z tego samego wachlarza tych samych oświadczeń a konsumenci na etykietach znajdują zasadniczo te same opisy.

Żeby więc urozmaicić swój przekaz i wyróżnić produkt, producentom i ich działom marketingu pozostają tylko dwie możliwości:

  • szukanie synonimów dla zatwierdzonych oświadczeń (przepisy pozwalają stosować oświadczenia w brzmieniu zatwierdzanym przez Komisję bądź podobnym, o ile zachowany jest ten sam sens dla konsumenta) lub
  • użycie tzw. odniesień do ogólnych, nieswoistych korzyści (a dokładniej – “odniesień do ogólnych, nieswoistych korzyści, jakie przynosi dany składnik odżywczy lub dana żywność dla ogólnego dobrego stanu zdrowia i dla związanego ze zdrowiem dobrego samopoczucia”, o których mowa w art. 10 ust. 3 Rozporządzenia nr 1169/2011).

Odniesienia do ogólnych, nieswoistych korzyści – jak stosować?

Przykładem odniesień do ogólnych nieswoistych korzyści mogą być następujące zwroty: “poprawia samopoczucie”, “wspiera witalność” czy “healthy food”.

Tego rodzaju przekazy mogą być stosowane, o ile towarzyszy im zatwierdzone oświadczenie zdrowotne. Rozporządzenie nr 1924/2006 nie precyzuje jednak ani zasad stosowania tych określeń ani sposobu i rodzaju zatwierdzonych oświadczeń towarzyszących. Zagadnienie to budziło tak wiele wątpliwości praktyce, że Komisja Europejska zdecydowała się w 2013 r. na wydanie wytycznych w zakresie jego stosowania (mowa tu o Decyzji wykonawczej Komisji 2013/63/UE).

W decyzji tek Komisja doprecyzowała dwie ważne reguły stosowania odniesień.

Po pierwsze – przedsiębiorcy są zobowiązani do wykazania związku pomiędzy odniesieniem do ogólnych, nieswoistych korzyści, a towarzyszącym temu odniesieniu, konkretnym dopuszczonym oświadczeniem zdrowotnym (przykładowo, jeśli na etykiecie znajdzie się odniesienie “utrzymuj linię”, to wątpliwe będzie zamieszczenie towarzyszącego oświadczenia zdrowotnego dotyczącego narządu wzroku)

Po drugie – konkretne oświadczenie zdrowotne towarzyszące stwierdzeniu, które odnosi się do nieswoistych korzyści dla zdrowia, należy zamieścić “obok” takiego stwierdzenia lub “po” nim.

Zasada “bezpośredniego związku wizualnego”

Zasady określone przez Komisję rozwinął w zeszły czwartek Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który w wyroku z dnia 30 stycznia 2020 r. wypowiedział się w kwestii zamieszczania odniesień do ogólnych, nieswoistych korzyści (wyrok w sprawie C-524/18). Przedmiotem sporu (pomiędzy spółką Dr. Willmar Schwabe GmbH & Co. KG a Queisser Pharma GmbH & Co KG) było oznakowanie suplementu diety (Doppelherz® aktiv Ginkgo + B‑Vitamine + Cholin), który na froncie opakowania zwierał odniesienia do ogólnych korzyści (tak przynajmniej przyjął Trybunał…), a z tyłu opakowania znajdowały się zatwierdzone oświadczenia towarzyszące. W ocenie Trybunału takie oznakowanie naruszało przepisy Rozporządzenia nr 1924/2006.

Trybunał wprowadził tutaj zasadę “bezpośredniego związku wizualnego”, zgodnie z którą:

  • Związek pomiędzy odniesieniem do ogólnych, nieswoistych korzyści a zatwierdzonym oświadczeniem zdrowotnym musi mieć nie tylko charakter materialny (treściowy, o którym mówiła wcześniej Komisja), ale także wizualny. Oznacza to, że umiejscowienie tych dwóch informacji wymaga bliskości przestrzennej lub bezpośredniego sąsiedztwa;
  • Ewentualnie, w drodze wyjątku, wymóg bezpośredniego związku wizualnego może być spełniony poprzez użycie wyraźnej wskazówki, np. odsyłacza w postaci gwiazdki, o ile zapewnia to, w sposób jasny i doskonale zrozumiały dla konsumenta, zgodność treści, w sensie przestrzennym, pomiędzy oświadczeniami zdrowotnymi a odniesieniem. 

W tym kontekście zatem, Trybunał zliberalizował nieco podejście Komisji, która wymagała, by zatwierdzone oświadczenie zdrowotne było zamieszczone “obok” lub “po” odniesieniu do nieswoistych korzyści.

Dodatkowo, Trybunał potwierdził, że o ile odniesieniu towarzyszy zatwierdzone oświadczenie zdrowotne, ono samo nie wymaga już dodatkowego uzasadnienia naukowego.

——-

Jeśli interesuje Cię tematyka stosowania oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych i chciałbyś/chciałabyś dowiedzieć się więcej, gorąco polecam nasz komentarz do Rozporządzenia nr 1924/2006, który można nabyć tutaj.

 

 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Wojna cukrowa

Agnieszka Szymecka-Wesołowska17 stycznia 2020Komentarze (1)

W ślad za innymi krajami i w trosce o zdrowie obywateli, także Polska rozważa wprowadzenie “podatku cukrowego”. Jeszcze przed Świętami do Rządowego Centrum Legislacji trafił projekt ustawy o szumnie brzmiącym tytule: “Ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów“, który – obok opłaty od słodzonych napojów – przewiduje także opłatę za napoje spirytusowe sprzedawane w małych pojemnościach (tzw. “małpki”) oraz za reklamę suplementów diety.

W dzisiejszej odsłonie skupmy się na napojach słodzonych.

“Opodatkowane” substancje

Opłata ma być przewidziana od napojów zawierających w swoim składzie “substancje o właściwościach słodzących oraz substancje aktywne”.

Zgodnie z projektem, “substancje o właściwościach słodzących” oznaczają “monosacharydy, disacharydy, oligosacharydy, środki spożywcze zawierające te substancje oraz substancje słodzące”. Jeśli chodzi o sacharydy i substancje słodzące, sprawa jest jasna. W pierwszym przypadku chodzi o różne postacie cukru, w tym drugim zaś mowa o “słodzikach” z numerem E…., które mogą być dodawane do napojów zgodnie z rozporządzeniem nr 1333/2008 (np. aspartam E 951, acesulfam K E 950, sukraloza E 955, glikozydy stewiolowe E 960).

 

Nie jest jednak do końca jasne, co projektodawca miał na myśli włączając do tej definicji także pojęcie: “środków spożywczych zawierających te substancje”. Wedle literalnej wykładni należałoby uznać, że pojęcie to obejmuje wszystkie środki spożywcze zawierające cukry, czyli np. nie tylko syrop fruktozowo-glukozowy czy melasę, ale także miód i np. soki owocowe, które są często stosowane w celu dosłodzenia produktu. Pojawia się więc pierwsze pytanie, czy tak szeroki zakres “demonizowanych” substancji faktycznie był intencją twórców projektu?

Kolejną grupą substancji, których udział w napoju będzie zobowiązywał do uiszczenia opłaty są substancje aktywne. Projekt wprowadza zamkniętą listę takich substancji i należą do nich: kofeina, tauryna i guarana. Jak łatwo zauważyć, są to składniki charakterystyczne dla napojów energetyzujących. Będzie to więc już kolejny cios dla tego segmentu rynku (“energetyków”), po ostatnich obostrzeniach w zakresie limitów zawartości witamin i składników mineralnych. Pisałam o tym więcej tu.

Jakie napoje będą objęte opłatą?

Pojęcie napojów przewidziane w ustawie jest bardzo szerokie. Jest to każdy “napój oferowany konsumentowi w postaci gotowej do spożycia, w którego składzie znajduje się co najmniej jedna z ww. substancji, z wyłączeniem substancji występujących w nich naturalnie.” Poza zakresem ustawy pozostają więc np. soki, ponieważ w nich cukier jest obecny naturalnie.

Prawo żywnościowe nie precyzuje pojęcia “napój”, więc próbując rozszyfrować zakres produktów objętych nową regulacją, można sięgnąć do definicji słownikowej. Wedle Słownika Języka Polskiego PWN napój to po prostu “płyn przeznaczony do picia”. Można by więc wnosić, że napojem będą też np. suplementy diety w płynie czy napoje mleczne (jogurt pitny, maślanka itp.). Pojawia się więc kolejne pytanie, czy tak szeroki zakres “cenzurowanych” napojów faktycznie był intencją twórców projektu?

Mówiąc o definicji “napoju” należy też zwrócić uwagę na ten jej element, który wskazuje, że chodzi tylko o napoje w “postaci gotowej do spożycia”. Poza zakresem definicji pozostaną zatem napoje w proszku, które nie są “gotowe do spożycia”, ale wymagają dodatkowych czynności ze strony konsumenta (np. rozcieńczenia z wodą lub innym płynem). Przykładem mogą być tu koktajle proteinowe. Za napój nie będą też uważane np. syropy owocowe, ponieważ są one przeznaczone do rozcieńczania z wodą lub jako dodatek do innych napojów (np. herbaty).

Wczytując się głębiej w uzasadnienie do projektu, można się domyślać, że twórcy projektu chcieli generalnie, by opłatą została objęta kategoria tzw. soft drinks, czyli bezalkoholowych napojów gazowanych lub niegazowanych, aromatyzowanych i zawierających właśnie cukier lub słodziki. Żeby jednak uniknąć jakichkolwiek wątpliwości i trudności w stosowaniu nowych przepisów, bardzo pożądane byłoby doprecyzowanie w ustawie, jakie faktycznie produkty mają być “opodatkowane”, a jakie nie.

Zwolnienia z opłaty 

Opłaty nie będą dotyczyły żywności specjalnego przeznaczenia medycznego, napojów alkoholowych objętych podatkiem akcyzowym, produktów przeznaczonych do sprzedaży na rynkach zagranicznych, a także tych sprowadzanych okazjonalnie z zagranicy przez osoby fizyczne wyłącznie na użytek własny, a nie w celach handlowych.

Kto i ile będzie płacił? 

Do uiszczania opłaty zobowiązani będą producenci, importerzy oraz podmioty dokonujące nabycia wewnątrzwspólnotowego w rozumieniu przepisów o podatku od towarów i usług.

Wysokość opłaty wyniesie:
1) 0,70 zł w przypadku dodatku jednej substancji o właściwościach słodzących albo 0,80 zł w przypadku dodatku więcej niż jednej substancji o właściwościach słodzących,
2) 0,20 zł przypadku dodatku co najmniej jednej substancji o właściwościach aktywnych
– w przeliczeniu na każdy litr napoju.

Co z produktami light?

Produkty light, czyli te o obniżonej zawartości cukru, zostały w projekcie wrzucone do jednego worka ze wszystkimi innymi napojami. Opłaty obejmą je tak samo jak wszystkie pozostałe napoje. Nie jest więc ważne, jaka ilość cukru w produkcie jest zawarta ani też czy producent usunął cukier (sacharozę) i zastąpił go innym składnikiem np. glikozydami stewiolowymi, miodem czy sokiem owocowym.

Można natomiast dla przykładu wskazać, że w Tajlandii, gdzie został wprowadzony podatek cukrowy, jego wysokość została uzależniona od ilości cukru w produkcie (obowiązuje tam sześć przedziałów w zależności do ilości cukru w przeliczeniu na 100 ml, tj. mniej niż 6 g, 6-8 g, 8-10 g, 10-14 g, 4-18 g oraz więcej niż 18 g). Podobnie we Włoszech, gdzie z podatku zwolnione zostały napoje z zawartością cukru nieprzekraczającą 25 g/litr, a w Wielkiej Brytanii, opłata (czyli SDIL – Soft Drinks Industry Levy) wynosi 24 pensy w przypadku napojów zawierających 8 g cukru na 100 ml i 18 pensy na litr w przypadku napojów zawierających 5-8 g cukru na 100 ml.

W większości krajów opłaty i podatki są wprowadzane stopniowo. Polscy przedsiębiorcy takiej szansy niestety nie dostaną, bo zgodnie z projektem, opłata ma zacząć obowiązywać już od 1 kwietnia 2020 r. i nie są przewidziane ŻADNE okresy przejściowe. Dla przykładu, Włosi, którzy wprowadzili podatek cukrowy ustawą budżetową w grudniu 2019 r., przewidzieli 10-mięczny okres dostosowawczy.

Jakie perspektywy przed branżą?

Jeśli opłata wjedzie w życie, krajowi przedsiębiorcy będą mieć w gruncie rzeczy trzy opcje:

  1. pozostawić dotychczasowy skład i ponieść koszt opłaty;
  2. pozostawić dotychczasowy skład a koszt opłaty przerzucić na konsumentów;
  3. przeformułować skład produktu.

Jak pokazują doświadczenia na innych rynkach, na których został wprowadzony podatek cukrowy, największe koncerny branżowe optowały raczej za pozostawieniem dotychczasowego składu, niż za zmianami składów. Mniejsze firmy natomiast wybierały drugie rozwiązanie, czyli zmianę składu.

Polscy producenci jednak, jeśli będą chcieli uniknąć opłat, będą musieli popisać się tu wyjątkową innowacyjnością, zważywszy, że projekt zakłada “zero tolerancji” dla cukru i jego wszelkich zamienników. Jest to bardzo restrykcyjne i kuriozalne rozwiązanie. Jak wskazałam wyżej, w większości innych krajów, w których podatek cukrowy został wprowadzony, ustanawiane są progi zawartości cukru w produkcie, od których przedsiębiorca jest zobowiązany do ponoszenia opłat/podatków. Stanowi to zachętę do prozdrowotnej reformulacji składów i obniżania zawartości cukru. U nas z dużym prawdopodobieństwem można zaś zakładać, że jedyna zmiana jaka nastąpi, to podniesienie kosztów produkcji i cen napojów na rynku, bo opracowywanie napojów z zerową zawartością cukru i wszelkich jego zamienników będzie raczej karkołomnym zadaniem. Czy więc tytułowy cel regulacji rzeczywiście zostanie osiągnięty? Czy nowa ustawa faktycznie umożliwi konsumentów bardziej prozdrowotny wybór?

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Reforma sanepidu – co przyniesie branży spożywczej?

Agnieszka Szymecka-Wesołowska31 października 2019Komentarze (0)

Szykuje się nowelizacja ustawy z dnia 14 marca 1985 r. o Państwowej Inspekcji Sanitarnej, czyli ustawy regulującej działanie “sanepidu”. Pod koniec października br. do Sejmu wpłynął rządowy projekt w tym zakresie a projektowane zmiany miałyby wejść w życie już za dwa miesiące, tj. 1 stycznia 2020 r.

Co zakłada nowelizacja?

Pierwsze zdanie uzasadnienia do projektu szumnie obiecuje: “Celem projektowanych regulacji jest poprawa sytuacji przedsiębiorców w świetle działań organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej“. Warto więc zweryfikować czy faktycznie i na ile planowane zmiany przełożą się na bezpośrednie korzyści dla przedsiębiorców w kontekście kontroli organów sanepidu i czy skorzystają na tym także przedsiębiorcy branży spożywczej.

Czego dotyczą najważniejsze zmiany?

A. Silniejsza pozycja Głównego Inspektora Sanitarnego

W projekcie najbardziej akcentowane jest zwiększenie roli koordynacyjno-nadzorczej Głównego Inspektora Sanitarnego, co przejawia się w dwóch obszarach.

Po pierwsze, chodzi o przyznanie GIS kompetencji powoływania i odwoływania (za zgodą właściwego wojewody) państwowych wojewódzkich inspektorów sanitarnych i państwowych granicznych inspektorów sanitarnych (z kolei państwowy wojewódzki inspektor sanitarny będzie powoływał/odwoływał państwowych powiatowych inspektorów sanitarnych – po zasięgnięciu opinii wojewody).

Po drugie umożliwienie GIS wydawania organom Państwowej Inspekcji Sanitarnej bezpośrednich wiążących poleceń (np. co do podjęcia kontroli czy czynności zapobiegawczych przez inspektorów sanepidu także na terenach nieobjętych ich właściwością miejscową) oraz określania sposobu realizacji zadań czy też określania zasad współdziałania z innymi organami administracji publicznej.

Są to rozwiązania o tyle zasadne, że w obecnym stanie prawnym Główny Inspektor Sanitarny, mimo przyznanej mu kompetencji do kierowania Państwową Inspekcją Sanitarną, nie ma faktycznego służbowego przełożenia wobec merytorycznie podległych sobie organów.

B. Większa przejrzystość inspektorów sanepidu

Projekt zawiera kilka rozwiązań, które doprecyzowują zasady pełnienia funkcji organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej i potencjalnych konfliktów interesów wynikających z pełnienia tych funkcji. Chodzi tu o zmiany w zakresie składania przez inspektorów sanitarnych oświadczeń o stanie majątkowym, oświadczeń że nie współpracowali z organami bezpieczeństwa PRL (od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r.) a także zmiany w zakresie wydawania zgód na wykonywanie przez nich dodatkowych zajęć zarobkowych.

C. Porządek w “sanepidach resortowych”

Projektowi zmiany ustawy towarzyszą także dwa projekty rozporządzeń wykonawczych, które mają na celu dostosowanie przepisów w zakresie właściwości do zmieniających się potrzeb sprawowania nadzoru sanitarnego przez organy Inspekcji Sanitarnej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Wojskowej Inspekcji Sanitarnej (proponowane zmiany mają głównie charakter porządkujący).

Gdzie zatem korzyści dla przedsiębiorców?

Przyglądając się wyżej opisanym zmianom automatycznie nasuwa się pytanie: to na czym polega obiecywana poprawa sytuacji przedsiębiorców?

Poza cytowanym wyżej wstępem, temat korzyści dla przedsiębiorców w uzasadnieniu omawianego projektu pojawia się w zasadzie jeszcze tylko jeden raz w kontekście tego, że zmiana struktury organizacyjnej inspekcji “przyczyni się do poprawy ochrony praw przedsiębiorców, których skuteczne zapewnienie było utrudnione w istniejącej, rozproszonej strukturze”. W jaki sposób ma nastąpić ta poprawa?

Trochę światła rzuca tutaj towarzysząca projektowi Ocena skutków regulacji, przewidując (w rubryce dotyczącej wpływu zmian na przedsiębiorstwa): “Zmiana ustawy z dnia 14 marca 1985 r. o Państwowej Inspekcji Sanitarnej usprawni funkcjonowanie Państwowej Inspekcji Sanitarnej, co przyczyni się do ułatwienia dostępu do właściwego państwowego inspektora sanitarnego przedstawicielom podmiotów podlegających dotychczas kontroli na podstawie art. 12 ust. 1a pkt 1 ustawy z dnia 14 marca 1985 r. o Państwowej Inspekcji Sanitarnej, co w konsekwencji przełoży się na realizację postulatu skracania czasu na załatwianie spraw”. Dotyczy to zatem głównie takich podmiotów jak podmioty lecznicze, domy pomocy społecznej, obiekty sportowo-rekreacyjne i kulturalno-widowiskowe, placówki oświatowo-wychowawcze. Podlegając dotychczas nadzorowi państwowego wojewódzkiego inspektora sanitarnego podmioty te miały utrudniony dostęp do jego siedziby, ze względu na znaczne odległości obiektów podlegających kontroli, nawet ponad 100 km.

Jakie wnioski?

Myślę, że dla branży spożywczej zmiany przewidziane w nowelizacji nie będą zbytnio odczuwalne. Zmienia się bowiem jedynie struktura organizacyjna inspekcji. Projekt nie poszerza w żaden sposób kompetencji organów kontrolnych wobec podmiotów kontrolowanych (może poza możliwością podejmowania działań przez inspektorów spoza właściwości miejscowej na żądanie GIS-u, np. kontrolę będzie mógł prowadzić inspektor z sąsiedniego powiatu). Nie wprowadza także żadnych nowych sankcji.

Niemniej jednak warto docenić nowe rozwiązania. Wydaje się bowiem, że zmiany te: “zagwarantują możliwość sprawowania kompleksowego nadzoru nad funkcjonowaniem organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej i będą miały pozytywny wpływ na efektywność, celowość i spójność jej działania, a tym samym na bezpieczeństwo zdrowotne społeczeństwa”. I to założenie de facto przyświeca omawianej reformie.

Czy to już wszystkie zmiany?

Opisane wyżej rozwiązania to nie jedyne zmiany w obszarze urzędowych kontroli żywności, jakie nadchodzą w najbliższym czasie.

Niebawem zacznie obowiązywać (w sporej części) unijne rozporządzenie nr 2017/625 w sprawie kontroli urzędowych i innych czynności urzędowych przeprowadzanych w celu zapewnienia stosowania prawa żywnościowego i paszowego oraz zasad dotyczących zdrowia i dobrostanu zwierząt, zdrowia roślin i środków ochrony roślin, które m.in. uchyla dotychczas obowiązujące rozporządzenie nr 882/2004.

Na poziomie krajowym szykują się także zmiany w zakresach kompetencji pomiędzy Inspekcją Handlową i Inspekcją Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.

Planowane w tym zakresie zmiany zdecydowanie bardziej (niż reforma ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej) przełożą się na bieżące funkcjonowanie przedsiębiorców branży spożywczej.

Co nowe regulacje przyniosą dla przedsiębiorstw spożywczych?

Wszystkie osoby, które chciałby poznać odpowiedź na to pytanie (i wiele innych pytań związanych z kontrolami i postępowaniami administracyjnymi w branży spożywczej) zapraszam serdecznie na moje szkolenie, które odbędzie się już w najbliższą środę (6 listopada) w Warszawie. Szczegółowe informacje na temat szkolenia (program, zapisy) można znaleźć TUTAJ.

Do zobaczenia 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Mięso przyszłości: insekty, in vitro i GMO

Agnieszka Szymecka-Wesołowska22 października 2019Komentarze (0)

Zastanawialiście się, jak będzie wyglądała żywność przyszłości? Czym i jak będzie się żywił człowiek? Możliwych scenariuszy jest wiele, w tym także tych dotyczących zupełnej zmiany modelu żywienia człowieka. Przykładowo Ray Kurzweil w swojej książce “Nadchodzi osobliwość” prognozuje, że jeszcze przed końcem lat 20. XXI w. rozwinie się technologia angażująca w proces żywienia nanoroboty. Zgodnie z nią substancje odżywcze będą wprowadzane bezpośrednio do krwiobiegu przez specjalne metaboliczne nanoroboty, a czujniki umieszczone w naszym krwiobiegu i ciele będą za pośrednictwem komunikacji bezprzewodowej podawać informacje w zakresie substancji niezbędnych w danej chwili. Produkty przemiany materii będą zaś usuwane z organizmu za pośrednictwem nanorobotów do wydalania. Dzięki takiemu systemowi będziemy mogli jeść co chcemy, przy jednoczesnym dopływie optymalnych substancji odżywczych. Taki scenariusz, jakkolwiek interesujący, wydaje się być jednak dość odległy, przynajmniej w kontekście jego powszechnego zastosowania.

Co zatem wydarzy się w bliższej przyszłości?

Ja stawiam na wszelkiego rodzaju alternatywy dla mięsa, na czele z mięsem wyhodowanym komórkowo, insektami i żywnością roślinną do złudzenia przypominającą mięso w swoim smaku i teksturze (kto nie próbował – polecam gorąco np. qurczaka albo kebab z seitanem w Krowarzywa). Produkty tego rodzaju były też jednym z głównych tematów dyskusji podczas arcyciekawego Festiwalu Przemiany w Centrum Nauki Kopernik pn. “Apetyt i apatia” (festiwal odbył się na początku października br.) i pomyślałam, że warto byłoby napisać kilka słów na temat tego, jak dzisiaj prawo podchodzi do takiego “mięsa przyszłości”.

Nowa żywność (novel food)

Tak właśnie prawo definiuje większość innowacji na rynku spożywczym. A co dokładnie oznacza “novel food”? Tu prawodawstwo unijne wprowadza dosyć ciekawe domniemanie, tj. za “nowe” uznaje wszystko to, co nie było w znacznym stopniu spożywane w Unii Europejskiej przed 15 maja 1997 r. i jednocześnie wpisuje się w jedną z dziesięciu kategorii. Do kategorii tych należy m.in. żywność składająca się, wyekstrahowana lub produkowana z kultury komórkowej lub kultury tkankowej pochodzącej od zwierząt. Będzie to więc właśnie tzw. mięso in vitro (nazywane przez niektórych także “czystym mięsem”, ze względu na odciążenie środowiska i niwelowanie cierpienia zwierząt, jakie wiąże się z taką produkcją; pisałam o tym już kilka słów tu.) Produkt, który klasyfikuje się jako “novel food” może być wprowadzony na rynek tylko po przejściu odpowiedniej procedury unijnej, a inaczej mówiąc – po zatwierdzeniu przez Komisję Europejską. Kwestie te dokładnie reguluje obecnie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/2283 z dnia 25 listopada 2015 r. w sprawie nowej żywności.

Żywność genetycznie modyfikowana (GMO)

Pamiętać też należy o zastosowaniu w branży spożywczej osiągnięć biotechnologii, a dokładnie inżynierii genetycznej. Jeśli bowiem mamy do czynienia z produktem kwalifikowanym jako GMO, tj. “organizmem z wyjątkiem istoty ludzkiej, w którym materiał genetyczny został zmieniony w sposób, nie zachodzący w warunkach naturalnych w skutek krzyżowania i/lub naturalnej rekombinacji” (np. w wyniku techniki rekombinacji kwasów nukleinowych), to zastosowanie znajdą tu nieco inne regulacje, a dokładnie Rozporządzenie (WE) NR 1829/2003 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 września 2003 r. w sprawie genetycznie zmodyfikowanej żywności i paszy. Taka żywność również przed wprowadzeniem do obrotu musi uzyskać odpowiednie zezwolenie Komisji Europejskiej.

Bardzo ciekawym “nie-mięsnym” przykładem takiego genetycznie udoskonalanego produktu jest burger firmy Impossible Foods, zawdzięczający swoje łudzące podobieństwo do wołowiny (w smaku, zapachu i wyglądzie) roślinnemu związkowi hemu. W USA można spróbować już tego burgera np. w sieci restauracji Burger King.

Czyste mięso dotarło już także do Polski!

Mięso z kurczaka wyhodowane komórkowo na liściu szpinaku zaprezentowane zostało w ramach Festiwalu Przemiany jako wynik prac laboratorium biologicznego Centrum Nauki Kopernik pod kierownictwem Stanisława Łoboziaka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Próbował je m.in. mój wspólnik – Daniel Szostek – który doznanie to skomentował jako: “neutralne w smaku”, przy czym dodał, że “miałem mniej oporów niż przed zjedzeniem świerszcza”. Ja smażonego świerszcza także próbowałam. Był chrupiący jak chipsy. Natomiast zacznie więcej oporów wzbudziły we mnie grillowane jedwabniki.

I na koniec ciekawostka. Czy wiecie, że niektóre rodzaje insektów (much i świerszczy), które są znakomitym źródłem białka, zostały prawnie uznane za “zwierzęta gospodarskie”?

 

 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl