Agnieszka Szymecka-Wesołowska

dr nauk prawnych

Food law to moja praca i pasja. Na co dzień pomagam producentom, przetwórcom i dystrybutorom żywności odnaleźć się w otoczeniu regulacyjnym rynku spożywczego. A wszystko to, by żywność na naszych stołach była zdrowa, dobrej jakości i służyła konsumentom.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Dzień Walki z Marnowaniem Jedzenia

Agnieszka Szymecka-Wesołowska29 września 2020Komentarze (0)

Dziś – 29 września – świętujemy pierwszy w historii Dzień Walki z Marnowaniem Jedzenia ustanowiony przez ONZ (International Day of Awareness od Food Loss and Waste #FLWDay). Nie trzeba chyba nikogo przekonywać jak istotny jest to temat, chociażby z punktu widzenia zmian klimatu. Zajmowaliśmy się nim także w w ramach naszego raportu Ziemianie_Reguluja_2020 , gdzie pisaliśmy m.in. że:

  • w Unii Europejskiej marnuje się 88 mln ton żywności rocznie, co oznacza, że przeciętny mieszkaniec Unii marnuje każdego roku 173 kg
  • jeszcze więcej marnują Polacy – według wyników badań około 237 kg żywności na rok
  • rocznie zmarnowana na świecie żywność przyczynia się do wyemitowania około 3,3 miliarda ton gazów cieplarnianych
  • marnowanie żywności odbywa się przede wszystkim na etapie gospodarstw domowych.

Pokazuje to, że problem marnowania żywności to głównie problem świadomości konsumenckiej.

Nie oznacza to jednak, że branża producentów i dystrybutorów żywności pozostaje bierna w tym temacie. Pewne działania wymuszają na przedsiębiorstwach regulacje prawne. W Polsce od ponad roku obowiązuje ustawa z 19 lipca 2019 r. o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, która nakłada pewne zobowiązania na wielkopowierzchniowe placówki handlowe. Pisałam o tym szczegółowo tutaj.

Wiele inicjatyw przedsiębiorcy podejmują jednak także dobrowolnie w ramach tzw. społecznej odpowiedzialności biznesu. O kilku z nich pisaliśmy w ww. raporcie (np. rezygnacja z promocji “2 w 1”, interaktywne półki sklepowe obniżające cenę produktów, dla których zbliża się upływ terminu przydatności do spożycia itd.) Warto się zapoznać.

Na szczególną uwagę zasługuje także kampania edukacyjna “1/3 jedzenia się marnuje. Uratuj ją” organizowana przez TO GOOD TO GO, w partnerstwie m.in. z Bankiem Żywności, Starbucks, Pizza Hut, North Fish, BP, Makro, Natura Cold Press. Oby takich jak najwięcej.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Żywność w przyszłości, czyli Food2050

Agnieszka Szymecka-Wesołowska23 września 2020Komentarze (0)

Rok 2050 wbrew pozorom nie jest wcale odległą perspektywą. Patrząc na to, jak szybko zmienia się świat wokół nas, jak przyspiesza rozwój cywilizacyjny i jaki ma wpływ na Ziemię, rzeczywistość w 2050 roku może być zupełnie inna od tej, którą sobie dziś wyobrażamy.

Jak w tej nowej rzeczywistości będzie wyglądać żywność? Czy drukowane jedzenie będzie nam smakować a produkcja mięsa in-vitro będzie technologicznie i kosztowo mogła stać się produkcją masową? W co będziemy pakować produkty spożywcze? Czy zakupy zrobią za nas roboty? Czy obecna struktura produkcji żywności, z jej wpływem na środowisko, ma szanse się utrzymać? Co i kiedy ją zastąpi? Jak będą wyglądać procesy dystrybucji żywności na szczeblu globalnym i lokalnym? Czy nadal będziemy marnować tyle żywności? Jak za tymi nowymi wyzwaniami będzie podążać prawo? Jakie polityki będą realizowane? A w końcu, jak do tych nowych wyzwań i nieuniknionych zmian mają już dziś przygotować się przedsiębiorstwa spożywcze?  Branża spożywcza nie zostaje z tym sama. Tymi tematami będzie się dla niej zajmować Food2050

Czym jest Food2050?

Food2050 to platforma ekspercka, łącząca praktyków z różnych dziedzin. W jej ramach będziemy nie tylko śledzić trendy w zakresie form i nowych źródeł żywności, innowacji opakowań, zachowań konsumenckich (kultura, ekonomia, demografia, społeczeństwo), kultury żywnościowej i zrównoważonego rozwoju, ale także obserwować, jak na te trendy będzie reagować prawo i polityka. Dzięki metodologii design thinking oraz wnikliwej znajomości regulacji w zakresie żywności, Food2050 będzie oferować unikatowe spojrzenie w stronę jej przyszłości i dawać przedsiębiorcom rozwiązania na “tu i teraz”, które pozwolą lepiej odnaleźć się w rzeczywistości przyszłości.

Food2050 tworzy obecnie: Centrum Prawa Żywnościowego, Brandy Design, Lata Dwudzieste, Fundacja BrandyLab oraz Kantar Polska. Do platformy będą dołączać kolejne podmioty, których praktyczna wiedza i doświadczenie będą pomocne w przygotowaniu odpowiedzi na rynkowe wymagania przyszłości.

Od czego zaczęliśmy?

Od “zmapowania” status quo, czyli tego na czym i przed jakimi wyzwaniami stoi dziś rolnictwo i przemysł spożywczy w kontekście niekwestionowanego kryzysu klimatycznego. To, co składa się na dzisiejszy obraz sytuacji, przedstawiliśmy w dwóch raportach: Ziemianie_Reguluja_2020 oraz Ziemianie_Projektuja_2020. Oba raporty stanowią suplementy do raportu Ziemianie Atakują i mają dziś premierę w ramach CEO’s for Climate organizowanego przez Global Compact Network Poland.

 

 

 

 

 

Zapraszam gorąco do lektury i komentowania. Naprawdę jest o czym rozmawiać 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Dziś zaczynają obowiązywać nowe wymogi dotyczące podawania w oznakowaniu środków spożywczych informacji o pochodzeniu podstawowego składnika. Wymóg ten został przewidziany w rozporządzeniu nr 1169/2011 a sposób jego realizacji doprecyzowuje rozporządzenie wykonawcze Komisji nr 2018/775.

Jeszcze do niedawna można było patrzeć na te nowe regulacje jak na realizację potrzeb informacyjnych konsumentów. Z badań prowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej wynika bowiem, że dla 71% obywateli UE, pochodzenie to ważna informacja o środkach spożywczych (trzecia po jakości i cenie). Teraz jednak – w czasie kryzysu koronawirusa – nowe wymogi z zakresu deklaracji pochodzenia mogą stać się narzędziem wsparcia dla krajowej gospodarki. Jak? Jako forma promocji rodzimych producentów. Będą mogły pełnić rolę “wehikułu” dzięki, któremu konsument dowie się, skąd pochodzi produkt i jego podstawowy składnik a dzięki temu zdecydować, kogo chce swoim wyborem zakupowym wesprzeć (wpisuje się to więc w akcję społeczną #wspierampolskiemarki).

Pamiętajmy jednak, że podanie kraju/miejsca pochodzenia całego produktu nie jest obowiązkowe (przynajmniej co do zasady; obowiązek taki dotyczy tylko kilku rodzajów produktów i powstaje w określonych sytuacjach). Podobnie też nie każdy produkt musi być oznaczony pochodzeniem jego podstawowego składnika. Wymagane jest tylko wtedy, gdy producent zamieścił informację o pochodzeniu całego produktu i o ile podstawowy składnik pochodzi z innego kraju lub miejsca niż cały wyrób gotowy.

W obecnej sytuacji pojawia się na pewno też pytanie, a co jeśli ktoś nie zdążył dostosować etykiet swoich produktów do nowych wymogów. Dobra widomość jest taka, że dziś rozporządzenie nr 2018/775 zaczyna obowiązywać, co nie oznacza jednak, że od dziś wszystkie etykiety środków spożywczych powinny być z nimi zgodne. W myśl bowiem z art. 4 tego rozporządzenia: „Środki spożywcze wprowadzone do obrotu lub etykietowane przed datą rozpoczęcia stosowania niniejszego rozporządzenia mogą być przedmiotem obrotu do czasu wyczerpania zapasów.”. Jest więc jeszcze chwila na opracowanie nowych opakowań.

Dla osób, które jeszcze nie przystosowały się do nowych wymogów lub mają wątpliwości w jaki sposób to zrobić, przygotowaliśmy specjalny pakiet: video-szkolenie z dodatkową usługą oceny etykiety i odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania.

 

Zapraszamy do zgłoszeń na pełne VIDEO-SZKOLENIE:

https://www.food-law.pl/szkolenia/deklaracja-pochodzenia-podstawowego-skladnika-produktu-spozywczego

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Catering dietetyczny a koronawirus

Agnieszka Szymecka-Wesołowska27 marca 2020Komentarze (0)

Jak w czasie epidemii radzi sobie branża “cateringów dietetycznych”? Czy ten dział usług gastronomicznych cierpi tak samo jak pozostałe? Czy Polacy teraz mniejszą wagę przykładają do zrównoważonej diety?

Zapytałam o to Przemysława Skokowskiego – współzałożyciela porównywarki cateringów dietetycznych Dietly.pl oraz systemu dla caterignow dietetycznych MasterLife CRM.

A.Sz.W.: Rząd zakazał gromadzenia się osób w restauracjach i barach. Wciąż możliwe jest jednak zamawianie posiłków na wynos oraz z dostawą do domu. Ludzie zaczęli gotować w domach. Jak branża „diet pudełkowych” radzi sobie w obecnej sytuacji? Czy zamówienia na dostawy rosną czy maleją?

P.S.: W pierwszym momencie, czyli tuż po zamknięciu szkół, cateringi zareagowały nieznacznym wzrostem nowych zamówień. Było to prawdopodobnie spowodowane długim czasem oczekiwania na zakupy online, czy brakami w sklepach w tamtym czasie. Niestety, im głębiej w kryzys tym gorzej. Pamiętajmy, że większość cateringów dietetycznych oferuje usługę premium, a na takie usługi w czasach kryzysu popyt maleje. W trzecim tygodniu marca niestety zaczyna być widać spadki rzędu 20-35%. Mowa o wartości średniej, bo w zależności od firmy i jej oferty oraz rejonu działania te zmiany są różne. Przy obecnych obostrzeniach rządowych i przerwie Wielkanocnej, spodziewamy się w kwietniu spadków rzędu 50% w porównaniu do marca.

A.Sz..W.: W czym upatrują Państwo dziś największe trudności? Bardziej obawiają się Państwo, że spadnie liczba zamówień czy może zabraknie personelu? A może problem może pojawić się z dostawami składników do posiłków?

P.S.: Cateringom dietetycznym grozi to co każdej branży. Największym problemem póki co są koszty. Zarówno ludzi, jak i kredytów, leasingów, czy najmów. Póki co nie można mówić o tragedii porównywalnej do całej gastronomii, ale już teraz zmniejszenie popytu na usługę będzie skutkowało zmniejszeniem zatrudnienia. Pamiętajmy, że mowa w większości o firmach, które zatrudniają od kilkunastu do kilkuset osób. Zobaczymy też co zaproponuje rząd w swojej spec ustawie, ale póki co cięcia w zatrudnieniu są najbardziej realistycznym scenariuszem. Jeśli chodzi o logistykę dostaw półproduktów – tutaj póki co nikt nie zgłasza ryzyka przerwania łańcuchów dostaw. Owszem, był problem dostępności niektórych produktów w momencie, gdy ludzie na potęgę wykupywali produkty z długim terminem ważności, czy mięsa, ale obecnie jest już wszystko w normie.

A.Sz..W.: Czy koronawirus wpłynął jakoś na zmianę procedury realizacji dostaw?

P.S.: Większość cateringów dietetycznych już od samego początku epidemi zaczęło wprowadzać zupełnie nowe standardy pracy. Mowa tu o pracy zdalnej dietetyków i obsługi klienta, zapewnieniu transportu do pracy tak, aby pracownicy nie musieli podróżować komunikacją miejską, dni wolne dla osób powyżej 55 roku życia. Do tego dochodzą pomiary temperatury pracowników i w niektórych zakładach wprowadzenie dwóch zmian tak, aby pracownicy wykonywali obowiązki w mniejszych grupach. Pamiętajmy, że w cateringach dietetycznych od dawna standardy GIS wymagają noszenia rękawiczek, czy czepków. Niektórzy również mają zapasy maseczek jednorazowych, dlatego jeśli chodzi o higienę pracy, to jest ona na wysokim poziomie. Co do samych dostaw tak naprawdę mało się zmieniło. Kurierzy z reguły nie mieli kontaktów z klientami ponieważ większość dostaw jest realizowana w nocy, a klienci odbierają paczki nad ranem.

A.Sz..W.: Czy osoby, które korzystają z dostaw codziennych posiłków zaczęły zamawiać także menu dla dzieci?

P.S.: Nie, zdecydowanie nie. To co widać to tendencje do wdrażania w cateringach oferty tzw. domowej, czyli mniej wyszukanej diety bazującej jednak na trzech posiłkach do domu. Powodem jest tutaj mniejszy koszt przygotowania takiej diety i jej zakupu dzięki czemu jest szansa na podtrzymanie przychodów chociaż w jakimś stopniu w czasach kryzysu. Na pewno więcej powiedzą kolejne tygodnie.

 

Przemek Skokowski to także były etatowowy podróżnik, autor książek i nagradzanego bloga. Obecnie przedsiębiorca skupiony na rozwoju koncepcji dostaw zdrowych posiłków w Polsce i za granicą.

 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Certyfikacja “virus-free”

Agnieszka Szymecka-Wesołowska18 marca 20204 komentarze

Granice zostały zamknięte. Swoboda przepływu osób została wstrzymana. Między państwami mogą jednak w dalszych ciągu przepływać towary. Powstaje więc naturalna obawa czy koronawirus nie przeniesie się wraz z wędrującą z kraju do kraju żywnością. Dotyczy to zwłaszcza przewozu żywności nieopakowanej – owoców, warzyw, surowego mleka czy mięsa.

Pomimo, że wszystkie autorytety naukowe zgodnie potwierdzają, że COVID-19 nie przenosi się przez żywności i wystarczy zachowanie odpowiednich procedur sanitarnych (WHO, EFSA, BfR, GIS – pisałam o tym tu), rynek chce się dodatkowo zabezpieczać. Jak? Poprzez “antywirusową” certyfikację.

W Polsce jeszcze ta kwestia nie wypłynęła na szerszą skalę (bo zamknięte granice mamy zaledwie od kilku dni), ale warto zobaczyć już teraz, jak temat rozwinął się we Włoszech. Obecnie na włoskich granicach stoją ciężarówki z załadowaną żywnością i mają problem z wyjazdem z Włoch.

Do kwestii tej odniósł się już na początku marca Minister Zdrowia w okólniku z 2 marca br. W dokumencie tym, w kontekście stwierdzenia, że koronawirus nie przenosi się przez żywność, wyraźnie wskazano także, że “Bezpieczeństwo żywności jest cały czas zapewnione poprzez stosowanie obowiązujących norm, dlatego też ewentualne żądania przedstawiania certyfikacji w tym zakresie należy uznać za niewłaściwe“. W tym samym duchu wypowiada się także włoska Minister Rolnictwa Teresa Bellanova, która podkreśla, że wymaganie certyfikatów “antywirus” jest niedopuszczalne, stanowi nieuczciwą konkurencję i podważa zasady wspólnego rynku i lojalnej współpracy między państwami członkowskimi (cyt. za TGCOM24). Pani Minister domaga się też podjęcia jednoznacznych działań w tym zakresie ze strony Komisji Europejskiej. A obywateli Włoch namawia do nabywania produktów krajowych.

Przy okazji można też wspomnieć, że niektórzy włoscy przedsiębiorcy – by wspomóc eksport włoskiej żywności – z własnej inicjatywy oznaczali swoje produkty jako “coronavirus-free”. Tego rodzaju oznaczenia naruszają jednak przepisy prawa żywnościowego. Zgodnie z art. 7 ust. 1 lit. c) rozporządzenia nr 1169/2011 w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności: “Informacje na temat żywności nie mogą wprowadzać w błąd, w szczególności: c) przez sugerowanie, że środek spożywczy ma szczególne właściwości, gdy w rzeczywistości wszystkie podobne środki spożywcze mają takie właściwości, zwłaszcza przez szczególne podkreślanie obecności lub braku określonych składników lub składników odżywczych“. Eksponowanie zatem, że dany produkt jest “virus-free”, w dorozumiany sposób sugeruje, że inne produkty mogą potencjalnie “być z koronawirusem”. Co nie jest prawdziwe, zważywszy na potwierdzoną nieprzenoszalność COVID-19 za pośrednictwem żywności.

 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl