Agnieszka Szymecka-Wesołowska

dr nauk prawnych

Food law to moja praca i pasja. Na co dzień pomagam producentom, przetwórcom i dystrybutorom żywności odnaleźć się w otoczeniu regulacyjnym rynku spożywczego. A wszystko to, by żywność na naszych stołach była zdrowa, dobrej jakości i służyła konsumentom.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Mięso tak, mleko nie

Agnieszka Szymecka-Wesołowska08 grudnia 2020Komentarze (0)

Wraz z rozwojem rynku produktów roślinnych, będących alternatywą dla produktów pochodzenia mięsnego, pojawia się pytanie, jak takie produkty powinny być nazywane. Chodzi tutaj o produkty nie tylko dedykowane weganom i wegetarianom, ale także tym konsumentom, którzy chcą ograniczyć spożycie mięsa, nie rezygnując jednocześnie z “mięsnego lub nabiałowego smaku”.

Pytanie nie jest bezpodstawne, biorąc pod uwagę nie tak dawne orzeczenie TSUE ws. Tofu Town (wyrok w sprawie C-422/16 Verband Sozialer Wettbewerb eV/ TofuTown.com GmbH), w którym Trybunał ograniczył możliwość stosowania nazw produktów mleczarskich zdefiniowanych w rozporządzeniu nr 1308/2013 takich jak “mleko” czy “jogurt” dla napojów roślinnych. Do kwestii tej wrócił pod koniec października także Parlament Europejski, który rozpatrywał nowelizację rozporządzenia nr 1308/2013 właśnie pod kątem wprowadzenia zakazu wykorzystywania w oznakowaniu roślinnych zamienników mięsa takich nazw jak: burger, kiełbasa, stek itp. oraz dalszego rozszerzenia ochrony nazw produktów mleczarskich. Co ciekawe, Parlament zajął odmienne stanowiska w obu tych przypadkach.

“Vege mięso”

W przypadku mięsa, Parlament odrzucił poprawkę, zgodnie z którą “nazwy, które podlegają pod art. 17 rozporządzenia nr 1169/2011 i które są obecnie używane w odniesieniu do produktów pochodzenia zwierzęcego i produktów mięsnych powinny być zarezerwowane wyłącznie dla produktów zawierających mięso. Nazwy takie obejmują w szczególności: stek, kiełbasa, eskalopki, burger, hamburger“. Oponenci tej poprawki podnosili, że taki zakaz (“burger ban”) stałby w sprzeczności z założeniami strategii Europejski Zielony Ład oraz – będącej jej częścią – strategii “Od pola do stołu”, które to kładą nacisk na budowanie bardziej zrównoważonego systemu żywnościowego.

Pomimo jednak odrzucenia poprawki, stosowanie nazewnictwa zwyczajowo używanego w odniesieniu do produktów mięsnych nie jest zupełnie dowolne.

Po pierwsze, zastosowanie znajduje tutaj ogólny zakaz wprowadzania konsumenta w błąd (art. 7 rozporządzenia nr 1169/2011). Oznacza to, że każda etykieta produktu i kontekst użycia danej nazwy musi uwzględniać oczekiwanie przeciętnego konsumenta, który musi mieć jasność, że produkt, po który sięga jest produktem roślinnym.

Po drugie należy pamiętać, że nie każda taka “mięsna” nazwa może być faktycznie użyta. O ile bowiem takie określenia jak “kotlet” czy “kiełbasa” nie są prawnie zdefiniowane (określają raczej postać/formę produktu, a nie jego tożsamość), to wątpliwości mogą budzić już takie nazwy jak np. “wegańskie mięso”, “czy “roślinne podroby”, ponieważ nazwy te są zdefiniowane w rozporządzeniu nr 853/2004 (Zał. I pkt 1.1.), a więc potencjalnie mogłyby być objęte taką samą ochroną, jaką w ww. orzeczeniu przyjął Trybunał Sprawiedliwości UE w odniesieniu do “mleka”, “masła” czy “sera”. Choć w tym wypadku mogłoby powstać pytanie, czy faktycznie definicje z tego rozporządzenia mogą być uznane za równoważne do nazw, o których mowa w art. 17 ust. 1 rozporządzenia nr 1169/2011.

“Vege mleko”

W przypadku mleka i nabiału stanowisko parlamentarzystów było bardziej restrykcyjne. Przyjęta została poprawka rozszerzająca ochronę nazw produktów mleczarskich (tj. zmiana Załącznika VII, cz. III pkt. 5 rozporządzenia nr 1308/2013) w następującym brzmieniu:

Nazwy te są także chronione przed:

a) wszelkim bezpośrednim lub pośrednim handlowym zastosowaniem nazwy:

(i) dla produktów porównywalnych lub prezentowanych jako substytuty, które nie są zgodne z odpowiednią definicją;

(ii) w zakresie, w jakim takie zastosowanie wykorzystuje reputację związaną z nazwą;

b) wszelkiego rodzaju niewłaściwym stosowaniem, imitacją bądź przywołaniem, nawet jeśli skład lub prawdziwy charakter produktu lub usługi jest podany lub towarzyszą mu określenia takie jak: »styl«, »typ«, »metoda«, »rodzaj«, »imitacja«, »smak«, »zamiennik«, »jak«  i tym podobne;

c) wszelkimi innymi wskazaniami lub praktykami handlowymi mogącymi wprowadzić konsumentów w błąd co do prawdziwego charakteru lub składu produktu.

Jaki taka regulacje będzie miała skutek?

Zakazane będą nie tylko takie nazwy jak “jogurt roślinny” czy “roślinna śmietana” (co już z pewnymi wyjątkami usankcjonowało orzeczenie Tofu Town), ale także takie nazwy jak  “yogurt-style”  czy wyrób “seropodobny”.  W konsekwencji – inaczej niż w przypadku produktów zastępujących mięso – produkty roślinne zastępujące przetwory mleczne, nie będą mogły nosić żadnych określeń odwołujących się do takich produktów.

Tym samym ochrona nazw produktów mleczarskich zbliżyła się do daleko idącej ochrony, którą w obecnym stanie prawnym cieszą się już chronione nazwy pochodzenia i oznaczenia geograficzne żywności oraz napojów spirytusowych, wobec których analogiczne zasady obowiązują już od dawna (por. 13 rozporządzenia nr 1151/2012 oraz  art. 21 ust. 2 rozporządzenia nr 2019/787). Taka analogia pozwoli niewątpliwie na korzystanie w odniesieniu do omawianych produktów z dorobku kryteriów, które do tej pory zostały ukształtowane w orzecznictwie i praktyce administracyjnej wobec chronionych nazw pochodzenia i oznaczeń geograficznych. Wątek ten rozwijam w tekście przygotowanym dla Food Faktów, pt. “Zasady znakowania roślinnych zamienników mięsa”, z którym można się zapoznać tu. Zapraszam do lektury 🙂

Więcej na temat znakowania produktów roślinnych można poczytać także w naszym raporcie opublikowanym na stronach w organizacji RoślinnieJemy.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Dzień Walki z Marnowaniem Jedzenia

Agnieszka Szymecka-Wesołowska29 września 2020Komentarze (0)

Dziś – 29 września – świętujemy pierwszy w historii Dzień Walki z Marnowaniem Jedzenia ustanowiony przez ONZ (International Day of Awareness od Food Loss and Waste #FLWDay). Nie trzeba chyba nikogo przekonywać jak istotny jest to temat, chociażby z punktu widzenia zmian klimatu. Zajmowaliśmy się nim także w w ramach naszego raportu Ziemianie_Reguluja_2020 , gdzie pisaliśmy m.in. że:

  • w Unii Europejskiej marnuje się 88 mln ton żywności rocznie, co oznacza, że przeciętny mieszkaniec Unii marnuje każdego roku 173 kg
  • jeszcze więcej marnują Polacy – według wyników badań około 237 kg żywności na rok
  • rocznie zmarnowana na świecie żywność przyczynia się do wyemitowania około 3,3 miliarda ton gazów cieplarnianych
  • marnowanie żywności odbywa się przede wszystkim na etapie gospodarstw domowych.

Pokazuje to, że problem marnowania żywności to głównie problem świadomości konsumenckiej.

Nie oznacza to jednak, że branża producentów i dystrybutorów żywności pozostaje bierna w tym temacie. Pewne działania wymuszają na przedsiębiorstwach regulacje prawne. W Polsce od ponad roku obowiązuje ustawa z 19 lipca 2019 r. o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, która nakłada pewne zobowiązania na wielkopowierzchniowe placówki handlowe. Pisałam o tym szczegółowo tutaj.

Wiele inicjatyw przedsiębiorcy podejmują jednak także dobrowolnie w ramach tzw. społecznej odpowiedzialności biznesu. O kilku z nich pisaliśmy w ww. raporcie (np. rezygnacja z promocji “2 w 1”, interaktywne półki sklepowe obniżające cenę produktów, dla których zbliża się upływ terminu przydatności do spożycia itd.) Warto się zapoznać.

Na szczególną uwagę zasługuje także kampania edukacyjna “1/3 jedzenia się marnuje. Uratuj ją” organizowana przez TO GOOD TO GO, w partnerstwie m.in. z Bankiem Żywności, Starbucks, Pizza Hut, North Fish, BP, Makro, Natura Cold Press. Oby takich jak najwięcej.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Żywność w przyszłości, czyli Food2050

Agnieszka Szymecka-Wesołowska23 września 2020Komentarze (0)

Rok 2050 wbrew pozorom nie jest wcale odległą perspektywą. Patrząc na to, jak szybko zmienia się świat wokół nas, jak przyspiesza rozwój cywilizacyjny i jaki ma wpływ na Ziemię, rzeczywistość w 2050 roku może być zupełnie inna od tej, którą sobie dziś wyobrażamy.

Jak w tej nowej rzeczywistości będzie wyglądać żywność? Czy drukowane jedzenie będzie nam smakować a produkcja mięsa in-vitro będzie technologicznie i kosztowo mogła stać się produkcją masową? W co będziemy pakować produkty spożywcze? Czy zakupy zrobią za nas roboty? Czy obecna struktura produkcji żywności, z jej wpływem na środowisko, ma szanse się utrzymać? Co i kiedy ją zastąpi? Jak będą wyglądać procesy dystrybucji żywności na szczeblu globalnym i lokalnym? Czy nadal będziemy marnować tyle żywności? Jak za tymi nowymi wyzwaniami będzie podążać prawo? Jakie polityki będą realizowane? A w końcu, jak do tych nowych wyzwań i nieuniknionych zmian mają już dziś przygotować się przedsiębiorstwa spożywcze?  Branża spożywcza nie zostaje z tym sama. Tymi tematami będzie się dla niej zajmować Food2050

Czym jest Food2050?

Food2050 to platforma ekspercka, łącząca praktyków z różnych dziedzin. W jej ramach będziemy nie tylko śledzić trendy w zakresie form i nowych źródeł żywności, innowacji opakowań, zachowań konsumenckich (kultura, ekonomia, demografia, społeczeństwo), kultury żywnościowej i zrównoważonego rozwoju, ale także obserwować, jak na te trendy będzie reagować prawo i polityka. Dzięki metodologii design thinking oraz wnikliwej znajomości regulacji w zakresie żywności, Food2050 będzie oferować unikatowe spojrzenie w stronę jej przyszłości i dawać przedsiębiorcom rozwiązania na “tu i teraz”, które pozwolą lepiej odnaleźć się w rzeczywistości przyszłości.

Food2050 tworzy obecnie: Centrum Prawa Żywnościowego, Brandy Design, Lata Dwudzieste, Fundacja BrandyLab oraz Kantar Polska. Do platformy będą dołączać kolejne podmioty, których praktyczna wiedza i doświadczenie będą pomocne w przygotowaniu odpowiedzi na rynkowe wymagania przyszłości.

Od czego zaczęliśmy?

Od “zmapowania” status quo, czyli tego na czym i przed jakimi wyzwaniami stoi dziś rolnictwo i przemysł spożywczy w kontekście niekwestionowanego kryzysu klimatycznego. To, co składa się na dzisiejszy obraz sytuacji, przedstawiliśmy w dwóch raportach: Ziemianie_Reguluja_2020 oraz Ziemianie_Projektuja_2020. Oba raporty stanowią suplementy do raportu Ziemianie Atakują i mają dziś premierę w ramach CEO’s for Climate organizowanego przez Global Compact Network Poland.

 

 

 

 

 

Zapraszam gorąco do lektury i komentowania. Naprawdę jest o czym rozmawiać 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Dziś zaczynają obowiązywać nowe wymogi dotyczące podawania w oznakowaniu środków spożywczych informacji o pochodzeniu podstawowego składnika. Wymóg ten został przewidziany w rozporządzeniu nr 1169/2011 a sposób jego realizacji doprecyzowuje rozporządzenie wykonawcze Komisji nr 2018/775.

Jeszcze do niedawna można było patrzeć na te nowe regulacje jak na realizację potrzeb informacyjnych konsumentów. Z badań prowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej wynika bowiem, że dla 71% obywateli UE, pochodzenie to ważna informacja o środkach spożywczych (trzecia po jakości i cenie). Teraz jednak – w czasie kryzysu koronawirusa – nowe wymogi z zakresu deklaracji pochodzenia mogą stać się narzędziem wsparcia dla krajowej gospodarki. Jak? Jako forma promocji rodzimych producentów. Będą mogły pełnić rolę “wehikułu” dzięki, któremu konsument dowie się, skąd pochodzi produkt i jego podstawowy składnik a dzięki temu zdecydować, kogo chce swoim wyborem zakupowym wesprzeć (wpisuje się to więc w akcję społeczną #wspierampolskiemarki).

Pamiętajmy jednak, że podanie kraju/miejsca pochodzenia całego produktu nie jest obowiązkowe (przynajmniej co do zasady; obowiązek taki dotyczy tylko kilku rodzajów produktów i powstaje w określonych sytuacjach). Podobnie też nie każdy produkt musi być oznaczony pochodzeniem jego podstawowego składnika. Wymagane jest tylko wtedy, gdy producent zamieścił informację o pochodzeniu całego produktu i o ile podstawowy składnik pochodzi z innego kraju lub miejsca niż cały wyrób gotowy.

W obecnej sytuacji pojawia się na pewno też pytanie, a co jeśli ktoś nie zdążył dostosować etykiet swoich produktów do nowych wymogów. Dobra widomość jest taka, że dziś rozporządzenie nr 2018/775 zaczyna obowiązywać, co nie oznacza jednak, że od dziś wszystkie etykiety środków spożywczych powinny być z nimi zgodne. W myśl bowiem z art. 4 tego rozporządzenia: „Środki spożywcze wprowadzone do obrotu lub etykietowane przed datą rozpoczęcia stosowania niniejszego rozporządzenia mogą być przedmiotem obrotu do czasu wyczerpania zapasów.”. Jest więc jeszcze chwila na opracowanie nowych opakowań.

Dla osób, które jeszcze nie przystosowały się do nowych wymogów lub mają wątpliwości w jaki sposób to zrobić, przygotowaliśmy specjalny pakiet: video-szkolenie z dodatkową usługą oceny etykiety i odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania.

 

Zapraszamy do zgłoszeń na pełne VIDEO-SZKOLENIE:

https://www.food-law.pl/szkolenia/deklaracja-pochodzenia-podstawowego-skladnika-produktu-spozywczego

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl

Catering dietetyczny a koronawirus

Agnieszka Szymecka-Wesołowska27 marca 2020Komentarze (0)

Jak w czasie epidemii radzi sobie branża “cateringów dietetycznych”? Czy ten dział usług gastronomicznych cierpi tak samo jak pozostałe? Czy Polacy teraz mniejszą wagę przykładają do zrównoważonej diety?

Zapytałam o to Przemysława Skokowskiego – współzałożyciela porównywarki cateringów dietetycznych Dietly.pl oraz systemu dla caterignow dietetycznych MasterLife CRM.

A.Sz.W.: Rząd zakazał gromadzenia się osób w restauracjach i barach. Wciąż możliwe jest jednak zamawianie posiłków na wynos oraz z dostawą do domu. Ludzie zaczęli gotować w domach. Jak branża „diet pudełkowych” radzi sobie w obecnej sytuacji? Czy zamówienia na dostawy rosną czy maleją?

P.S.: W pierwszym momencie, czyli tuż po zamknięciu szkół, cateringi zareagowały nieznacznym wzrostem nowych zamówień. Było to prawdopodobnie spowodowane długim czasem oczekiwania na zakupy online, czy brakami w sklepach w tamtym czasie. Niestety, im głębiej w kryzys tym gorzej. Pamiętajmy, że większość cateringów dietetycznych oferuje usługę premium, a na takie usługi w czasach kryzysu popyt maleje. W trzecim tygodniu marca niestety zaczyna być widać spadki rzędu 20-35%. Mowa o wartości średniej, bo w zależności od firmy i jej oferty oraz rejonu działania te zmiany są różne. Przy obecnych obostrzeniach rządowych i przerwie Wielkanocnej, spodziewamy się w kwietniu spadków rzędu 50% w porównaniu do marca.

A.Sz..W.: W czym upatrują Państwo dziś największe trudności? Bardziej obawiają się Państwo, że spadnie liczba zamówień czy może zabraknie personelu? A może problem może pojawić się z dostawami składników do posiłków?

P.S.: Cateringom dietetycznym grozi to co każdej branży. Największym problemem póki co są koszty. Zarówno ludzi, jak i kredytów, leasingów, czy najmów. Póki co nie można mówić o tragedii porównywalnej do całej gastronomii, ale już teraz zmniejszenie popytu na usługę będzie skutkowało zmniejszeniem zatrudnienia. Pamiętajmy, że mowa w większości o firmach, które zatrudniają od kilkunastu do kilkuset osób. Zobaczymy też co zaproponuje rząd w swojej spec ustawie, ale póki co cięcia w zatrudnieniu są najbardziej realistycznym scenariuszem. Jeśli chodzi o logistykę dostaw półproduktów – tutaj póki co nikt nie zgłasza ryzyka przerwania łańcuchów dostaw. Owszem, był problem dostępności niektórych produktów w momencie, gdy ludzie na potęgę wykupywali produkty z długim terminem ważności, czy mięsa, ale obecnie jest już wszystko w normie.

A.Sz..W.: Czy koronawirus wpłynął jakoś na zmianę procedury realizacji dostaw?

P.S.: Większość cateringów dietetycznych już od samego początku epidemi zaczęło wprowadzać zupełnie nowe standardy pracy. Mowa tu o pracy zdalnej dietetyków i obsługi klienta, zapewnieniu transportu do pracy tak, aby pracownicy nie musieli podróżować komunikacją miejską, dni wolne dla osób powyżej 55 roku życia. Do tego dochodzą pomiary temperatury pracowników i w niektórych zakładach wprowadzenie dwóch zmian tak, aby pracownicy wykonywali obowiązki w mniejszych grupach. Pamiętajmy, że w cateringach dietetycznych od dawna standardy GIS wymagają noszenia rękawiczek, czy czepków. Niektórzy również mają zapasy maseczek jednorazowych, dlatego jeśli chodzi o higienę pracy, to jest ona na wysokim poziomie. Co do samych dostaw tak naprawdę mało się zmieniło. Kurierzy z reguły nie mieli kontaktów z klientami ponieważ większość dostaw jest realizowana w nocy, a klienci odbierają paczki nad ranem.

A.Sz..W.: Czy osoby, które korzystają z dostaw codziennych posiłków zaczęły zamawiać także menu dla dzieci?

P.S.: Nie, zdecydowanie nie. To co widać to tendencje do wdrażania w cateringach oferty tzw. domowej, czyli mniej wyszukanej diety bazującej jednak na trzech posiłkach do domu. Powodem jest tutaj mniejszy koszt przygotowania takiej diety i jej zakupu dzięki czemu jest szansa na podtrzymanie przychodów chociaż w jakimś stopniu w czasach kryzysu. Na pewno więcej powiedzą kolejne tygodnie.

 

Przemek Skokowski to także były etatowowy podróżnik, autor książek i nagradzanego bloga. Obecnie przedsiębiorca skupiony na rozwoju koncepcji dostaw zdrowych posiłków w Polsce i za granicą.

 

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 606 107 400e-mail: biuro@food-law.pl