Agnieszka Szymecka-Wesołowska

dr nauk prawnych

Food law to moja praca i pasja. Na co dzień pomagam producentom, przetwórcom i dystrybutorom żywności odnaleźć się w otoczeniu regulacyjnym rynku spożywczego. A wszystko to, by żywność na naszych stołach była zdrowa, dobrej jakości i służyła konsumentom.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Bez GMO – nowe reguły na etykiecie

Agnieszka Szymecka-Wesołowska20 lutego 20195 komentarzy

Od lat producenci borykają się z pytaniem: “Co to znaczy BEZ GMO?“. Kiedy takie oznaczenie można stosować? Co to właściwie oznacza? Kwestia ta do tej pory nie była uregulowana wprost, ale na początku lutego br. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy w tym temacie, który określa szczegółowe zasady stosowania tego hasła. Jak się okazuje – jeśli projekt ustawy zostanie przyjęty w obecnym kształcie – hasłem “bez GMO” będą mogły być znakowane także produkty… troszkę jednak z GMO.

Jak to możliwe?

Na początek może dwa słowa wprowadzenia.

  • oznaczenie “bez GMO będzie mogło być użyte w stosunku do produktów pochodzenia roślinnego, które nie zawierają, nie składają się ani nie zostały wyprodukowane z GMO a jednocześnie na rynku mają swój genetycznie modyfikowany odpowiednik (czyli przykładowo takie hasło będzie mogło pojawić się na puszce kukurydzy, bo zgodnie z prawem unijnym kukurydza GMO została dopuszczona, ale nie będzie można oznaczyć w ten sposób np. puszki groszku, bo póki co groszek GMO nie został wpisany do unijnego rejestru). Jest to słuszne rozwiązanie, ponieważ oznaczenie “bez GMO” na puszce groszku (marchewce, soku z pomidora czy truskawce) mogłoby sugerować konsumentowi, że na rynku są dostępne takie produkty w wersji z GMO a jest to nieprawdą.
  • w stosunku do produktów pochodzenia zwierzęcego (np. na mleku, jajach czy wędlinie) używane będzie  hasło “wyprodukowane bez stosowania GMO” (o ile w hodowli nie będą stosowane pasze GMO a producent to udokumentuje), ponieważ zgodnie z obecnym stanem wiedzy zmodyfikowane DNA paszy, którą karmione są zwierzęta hodowlane nie przechodzi do organizmu zwierzęcego, a w konsekwencji każdy taki wyrób jest wolny od GMO; konsumenta może interesować jednak samo użycie GMO w procesie produkcji a nie tylko faktyczna zawartość takiego DNA w produkcie, stąd też właśnie taki bardziej rozbudowany komunikat słowny.

I gdyby na tym regulacja się kończyła, sprawa byłaby w miarę prosta. Tak jednak nie jest, ponieważ projekt przewiduje kilka ciekawych wyjątków, kiedy to nawet stosowanie GMO w procesie produkcji, pozwala mimo wszystko na użycie wyżej wspomnianych haseł. Przyjrzyjmy się tym wyjątkom bliżej.

Po pierwsze, hasło “wyprodukowane bez stosowania GMO” będzie mogło pojawić się na mleku, jajach czy mięsie pochodzącym od zwierząt, które nie tylko leczono genetycznie modyfikowanymi lekami (i na to pełna zgoda!), ale także skarmiano genetycznie modyfikowanymi materiałami paszowymi czy dodatkami paszowymi a także stosowano pomoce przetwórcze GMO, jeśli “ich stosowanie było konieczne”, a materiały paszowe “były niedostępne w innej formie”. Projekt nie precyzuje jednak, co należy rozumieć pod pojęciem “konieczne” oraz “niedostępne”, do jakich sytuacji to się odnosi ani jak producent powinien wykazać, że zrobił wszystko co w jego mocy, by obyć się bez takich materiałów i środków (w końcu produkt ma być promowany na rynku jako wolny od GMO). W uzasadnieniu czytamy tylko, że: “istnieją sytuacje, w których wyłączenie z procesu żywności lub pasz środków, które powstały przy udziale GMO mogłoby zablokować dalszą produkcję żywności“.

Po drugie, zakaz użycia paszy GMO w karmieniu zwierząt hodowlanych dotyczyć będzie tylko okresów karencji. Innymi słowy hasło “wyprodukowane bez stosowania GMO” będzie dozwolone w przypadku mięsa czy mleka pochodzącego od zwierząt, które tylko w pewnym okresie przed ubojem nie były karmione paszą GMO. Przed tym okresem skarmianie paszą GMO będzie jak najbardziej dozwolone.

Po trzecie, wyjątki dotyczą także produktów pochodzenia roślinnego. Jako “bez GMO” będą mogły być bowiem sprzedawane także produkty, w których zastosowano genetycznie modyfikowane substancje dodatkowe, dodatki procesowe , aromaty lub enzymy, a to w sytuacji, gdy były one “niedostępne w innej formie” a ich stosowanie było konieczne.

Po czwarte, produkt – czy to zwierzęcy czy roślinny – może być oznaczony jako “wolny od GMO”, jeśli w produkcie występuje zmodyfikowane DNA na poziomie 0,1%, a obecność ta wynika z nieuniknionego technicznie zanieczyszczenia.

Mam więc wątpliwość, czy procedowany projekt ustawy rzeczywiście daje konsumentom szansę bycia poinformowanym w sposób rzetelny, a producentom rzeczywiście stwarza warunki równej konkurencji.

 

Sprawę komplikuje jeszcze fakt, że ustawa z dnia 22 lipca 2006 r. o paszach już od dawna przewiduje całkowity zakaz stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie zmodyfikowanych oraz organizmów genetycznie zmodyfikowanych przeznaczonych do użytku paszowego. Zakaz ten jednak jest martwy, ponieważ nie wszedł jeszcze w życie. Pierwotnie miał on być stosowany od 2008 r., ale od tamtej pory, średnio co dwa lata, prawodawca przedłuża jego vacatio legis.

Tak więc także z tego punktu widzenia można powiedzieć, że teoretycznie jest “bez GMO”, ale praktycznie jest z GMO 🙂

O  tej kwestii mówiłam też ostatnio w audycji “Agro-Fakty” Polskiego Radia. Serdecznie zapraszam do jej wysłuchania!

 

{ 5 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Krzysztof Luty 23, 2019 o 21:15

Właściwie czy potrzebujemy informacji o zawartości GMO? Czy są jakiekwiek dowody na szkodliwość żywności modyfikowanej?

Odpowiedz

Agnieszka Szymecka-Wesołowska Luty 25, 2019 o 15:43

Bardzo dziękuję za ten głos. Słuszne pytanie. Odpowiedzieć na nie powinien wprawdzie biotechnolog, ale z rozmów z biotechnologami, z którymi miałam okazję na ten temat rozmawiać mogę powiedzieć, że ponoć z punktu widzenia organizmu ludzkiego nie ma znaczenia forma struktury spożywanego białka. Mnie intuicyjnie zawsze bardziej też zastanawiał wpływ genetycznie modyfikowanych upraw na ekosystem. Ale oczywiście temat GMO dotyczy wielu wątków – bezpieczeństwa żywności, środowiska, ekonomii, etyki. W swoim wpisie poruszam więc tylko wierzchołek góry lodowej 🙂

Odpowiedz

Aneta Kwiecień 4, 2019 o 11:47

Czy aby opisać przetworzony produkt jednoskładnikowy jako „wolny od GMO”, wystarczy udowodnić, że na rynku jest dopuszczony do obrotu genetycznie modyfikowany odpowiednik surowca, czy powinien to być środek spożywczy choćby z tej samej grupy?

Odpowiedz

Agnieszka Szymecka-Wesołowska Kwiecień 8, 2019 o 12:49

Żeby odpowiedzieć na Pani pytanie, musielibyśmy wiedzieć o jaki dokładnie produkt chodzi. Możemy oczywiście przeanalizować temat. Proszę o kontakt: biuro@food-law.pl

Odpowiedz

Aleksandra Kwiecień 25, 2019 o 13:44

Dzień dobry.
Czy można oznaczyć produkt jednoskładnikowy jako “wolny od GMO” jeśli podczas tuczu zwierząt stosowana była pasza bez GMO?
Jaka jest podstawa prawna?
Z góry dziękuję za pomoc.
Pozdrawiam

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Centrum Prawa Żywnościowego A.Szymecka-Wesołowska D.Szostek sp. j. Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Centrum Prawa Żywnościowego A.Szymecka-Wesołowska D.Szostek sp. j. z siedzibą w Warszawie.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem biuro@food-law.pl.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: